03-04-2018 » Powiat i region, Sport

Felieton piłkarski – Prawdziwie „lana sobota” naszych drużyn!

Kolejka rozegrana w przededniu świąt wielkanocnych, nie była szczęśliwa w większości dla zespołów z naszego regionu. Jedynie można pochwalić wolińską „Vinetę” Wolin, która nie ulękła się przed liderem z Koszalina, dzielnie walcząc jak równy z równym ugrała jeden cenny punkt. Trzy pozostałe ekipy (nie grała A klasa) zaprezentowały się słabo, by jak w przypadku „Gryfa” Kamień Pomorski i „Iskry” Golczewo, wręcz kompromitująco. Ale po kolei…

IV liga – Lider nie straszny wojowniczej „Vinecie”. Blamaż kamieńskich gryfitów

W sobotę do Wolina przyjechał sam lider, „Bałtyk” Koszalin, który wcale nie ukrywał, że chce w meczu z „Vinetą” zgarnąć komplet punktów, po to być jeszcze bardziej pewnym swego awansu. Trzeba przyznać, że wolinianie zagrali z wielką determinacją i zaangażowaniem. I nie byli wcale gorsi na murawie od lidera, który wydaje się celuje w tym sezonie ponownie do III ligi. Ostatecznie skończyło się na sprawiedliwym remisowym 1:1 (0:1).

Goście w 43 minucie objęli prowadzenie za sprawą Michała Czenko, ale ambitna ekipa wolinian nie zamierzała się poddawać. W 56 minucie spotkania wyrównał Andriy Gorbovskiy, który precyzyjnym strzałem z dystansu prawą nogą doprowadził do wyrównania.

W ostatnich 20 minutach meczu obie ekipy rzuciły wszystkie siły, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Były szanse z obu stron, ale bez spodziewanego rezultatu. Ostatecznie wolinianie po raz trzeci w tej rundzie wywalczyli remisowy punkt.

Dzięki temu i zarazem przy wręcz kompromitującej porażce rywala zza miedzy, kamieńskiego „Gryfa”, wyspiarze zajmują 12 miejsce wyprzedzając go o jedno oczko.

I co tu dużo mówić, owo niskie miejsce nie satysfakcjonuje nikogo w Wolinie. Ale jest tutaj przekonanie i nadzieja, że ten sobotni jeden mały punkt zdobyty w starciu z silnym liderem, da pozytywny impuls do wreszcie oczekiwanego wygrywania.

„Vineta” zagrała w składzie: Gajdemski – Kostka, Klym, Łodyga, Niewiada, Janczak (Chlibyk), Nagórski, Skorb, Tarka (Tolstiak), Bartoszewicz (Wach), Gorbovskiy (Prokopowicz).

Kamieńscy gryfici zagrali u siebie ze słabiutko grającą dotąd „Spartą” Węgorzyno, która zajmowała odległe miejsce w tabeli. I ku zaskoczeniu całkiem sporej rzeszy widzów, to goście objęli szybko prowadzenie, po czym dwa szybkie ciosy zadał „Gryf”. Pierwsza połowa skończyła się ostatecznie na 3:2 dla „Gryfa” i nic nie wskazywało na katastrofę jakiej doznał (dopuścił się!) nasz zespół w drugiej części tego meczu, dodajmy, przebiegającego na bardzo słabym poziomie.

Gryfici stanęli w drugiej części meczu. Dosłownie nic nie grali. Za to goście robili to z ochotą i szybko, a zarazem zasłużenie doprowadzili do wyrównania, by potem dobić gryfitów dwoma golami. Skończyło się na 5:3 dla „Sparty”.

Blamaż jakiego dopuścili się gryfici – dodajmy, szczególnie w drugiej odsłonie spotkania, jest całkowicie nie do zrozumienia. Wręcz nie pojęcia. Jednak by się zbytnio nie rozwodzić, kogo interesuje relacja z tego kopanego spotkania odsyłam do naszego portalu społecznościowego Echokamienia.pl z wczoraj.

Po tej boiskowej tragifarsie, „Gryf” spadł na miejsce 13. I w zasadzie adekwatne (w całej zupełności) do obecnej formy jaką niestety prezentuje. A już w jutrzejszą środę o godzinie 19:00, „Gryf” zagra w ramach piątej rundy Pucharu Polski w Kamieniu Pomorskim z „Wichrem” Brojce, który będzie gospodarzem tego spotkania.

Rywal naszej ekipy to czwarta od końca ekipa wojewódzkiej okręgówki. W ostatniej kolejce „Wicher” poległ w Świnoujściu. W starciu z czołowym zespołem ligi, „Flotą”, zainkasował aż pięć goli, nie strzelając nawet honorowej bramki. Mamy nadzieję, że kopacze (żart na tę chwilę) z „Gryfa” przebudzą się i zagrają na tyle skutecznie, by pokonać „Wichra”.

Wojewódzka okręgówka – „Iskra” znów na tarczy. I to w jak fatalnym stylu!

Prezes „Iskry” Golczewo, Krzysztof Wawrzyński, mówił między innymi na początku lutego tego roku: „Nie położymy się przed żadnym przeciwnikiem (…)”. A jak ma się to w odniesieniu do trzech rozegranych na wiosnę meczów naszego zespołu? A no „Iskra” ma na swym koncie dwie wysokie porażki i wymęczoną wygraną u siebie z „Wybrzeżem Rewalskim” Rewal z poprzedniej kolejki.

W Wielką Sobotę piłkarze „Iskry” chyba przeszli samych siebie, przegrywając na wyjeździe z jeszcze słabszą ekipą „Białych” Sądów. Owszem, porażki zdarzają się, są jak najbardziej wkalkulowane w terminarz niemal każdego zespołu. Ale żeby zostać ogranym i to aż 0:5! To już wielka, ale to wielka przesada i niewątpliwie wstyd zarazem.

Zapowiedzi lepszego grania, zdobywania punktów obiecywał prezes, jak i nowy trener „Iskry”. Jak na razie są to słowa puszczane w próżnię. I co gorsza, raczej (obym się mylił) trudno spodziewać się lepszej gry czy szybkiej metamorfozy zespołu, który widać całkowicie oklapł. Tak fizycznie, jak psychicznie.

Przed sympatycznym trenerem „Iskry”, Łukaszem Cebulskim, którego w tym miejscu jest nam nieco żal, widać multum, ale to multum pracy. I miejmy nadzieję, że ostatecznie „nawbija” swoim piłkarzom do ich głów samych pozytywów, bo w przeciwnym razie może na koniec sezonu być nie za wesoło z naszą „Iskierką”. I szkoda byłoby, gdyby jej nie było w tej klasie na przyszły sezon.

Obecnie „Iskra” jest na miejscu 11. mając przewagę choćby nad nieszczęsnymi dla niej „Białymi”, zajmującymi trzecie miejsce od końca, jeszcze pięć oczek. To jest jeszcze lub tylko sporo. (Nie potrzebne skreślić). Ale gdyby przyszły kolejne porażki, nie daj Boże, sytuacja zespołu byłaby naprawdę piekielnie trudna.

Klasa okręgowa – Świątecznemu „Jantarowi” nie chciało się wysilać i grać

Trzeci w tabeli „Jantar” Dziwnów traci coraz bardziej do prowadzącej dwójki, „Iskierki” Szczecin – Śmierdnica oraz „Światowida 63” Łobez. Dzieje się tak, gdyż te właśnie zespoły w zasadzie pewnie wygrywają mecz za meczem. Natomiast w minioną sobotę nasz zespół stracił dwa kolejne punkty po tym, jak jedynie zremisował bezbramkowo na wyjeździe z przedostatnią ekipą, „Odrzanki” Radziszewo.

„Jantar” zagrał słabiutko, licząc, że gospodarze jeszcze przed meczem się poddadzą, i że na zwykłego „chodzonego” też się uda (jakoś) wygrać z wydawać by się mogło, mało wymagającym przeciwnikiem. Było to myślenie fałszywe, wręcz zgubne. I prawda okazała się dla niego taka, że ledwo udało się ugrać raczej wstydliwe 0:0.

Szkoda straconych punktów i trzeba dodać, że ten niesatysfakcjonujący nasz zespół niestety wynik przeszedł do historii. Historii „Jantara”, historii raczej tej szarej, by nie powiedzieć, ciemnej, mniej chlubnej, o której jedynie z rzadka będzie się zapewne niegdyś wspominać.

Miwa

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *