Właśnie mija 13 lat, kiedy odszedł od nas śp. Jan Iwaszczyszyn, który był znanym i cenionym animatorem kultury Pomorza Zachodniego

23 listopada mija trzynasta rocznica śmierci śp. Jana Iwaszczyszyna, mieszkańca Kamienia Pomorskiego, przez wiele lat znanego animatora kultury.

Nie tylko naszego regionu. Ponadto wszechstronnego muzyka, poety, satyryka, pieśniarza, malarza, rzeźbiarza. Jak również znakomitego akordeonisty, który jako człek praworęki, grał na tym instrumencie na lewą stronę, wzbudzając tym zrozumiałe niedowierzanie i podziw wśród muzyków i znawców tematu.

Był też twórcą bardzo wielu pieśni ludowych takich jak: „Słowiku mój”, „Moja harmonio”, „Na kaliny kwiat”, „Żurawie” czy „Od Kamienia jadą”, „Od niedzieli do niedzieli” i „Ławeczka”. Szereg Jego tekstów śpiewanych jest przez bardzo wiele zespołów ludowych, szczególnie Polski zachodniej i północnej.

Jak mówił pan Jan, tworzył swego czasu owe pieśni na przede wszystkim potrzeby zespołu ludowego „Stawnianki” ze Stawna spod Kamieniem Pomorskim, z którym związany był przez wiele lat. I z nim zaliczył wiele sukcesów artystycznych.

Te pieśni spodobały się innym wykonawcom, którzy ochoczo włączyli je szeroko do swoich repertuarów. Dość powiedzieć, że znakomita większość zespołów ludowych z terenu województwa lubuskiego ma swych repertuarach co najmniej kilka utworów pana Jana.

W 1996 roku stworzył Festiwal Współczesnej Kultury Ludowej, potem nazwany uchwałą Rady Miejskiej w Kamieniu Pomorskim Jego imieniem, który w tym roku po raz dwudziesty trzeci odbył się w miejscowym amfiteatrze.

Jakiś czas temu w lubuskich Żarach odbywały się Konkursy Akordeonistów im. Jana Iwaszczyszyna, gdzie pamięć o Nim jest bardzo powszechna i Jego osoba jest niezwykle ceniona i zarazem uznawana.

Jest też twórcą – na prośbę ówczesnego proboszcza kamieńskiej parafii, ks. Zbigniewa Wyki, hymnu o Jezusie Brzozdowieckim, który jest śpiewany w kamieńskiej Katedrze przede wszystkim w piątkowe wieczorne msze święte, jak i przy okazji różnych innych kościelnych uroczystościach.

Od kilku lat w Konkatedrze istnieje Sanktuarium, gdzie od 1946 roku wystawiony jest cudowny obraz pochodzący z Brzozdowiec, dziś tereny Ukrainy. Tu też znajduje się w związku z tym Kaplica Cudownego Obrazu Brzozdowieckiego Pana Jezusa Ukrzyżowanego właśnie z Diecezji Lwowskiej. I w kolejne rocznice jego stworzenia ów hymn także jest uroczyście odśpiewywany.

Nutka biograficzna o Panu Janie:

Urodzony na początku stycznia w 1929 roku nad rzeką Stryj w niewielkie miejscowości Touste, nieopodal Trembowli. Przybył na tzw. Ziemie Odzyskane wraz z rodziną w 1946 roku. A z kulturą wiązał się na dobre w pierwszej połowie lat 50 – tych minionego stulecia.

Tworzył mozolnie kulturę na Pomorzu Zachodnim poprzez różne formy, a były to m.in. kabarety, zespoły muzyczne czy chóry. Dużo pracował z młodzieżą, która Go również bardzo ceniła.

Pod koniec lat 60. minionego stulecia wymyślił interesującą formę festiwalu dziecięcego (w Kamieniu Pomorskim odbyło się jego kilka edycji), którego założenia zostały potem szeroko wdrożone w wówczas powstający dziś międzynarodowy festiwal dziecięcy, który odbywa się od wielu lat w Koninie. W tym roku mieliśmy jego już  40. edycję!

W połowie lat 70 – tych założył powszechnie znany i potem uznany, zespół kabaretowy w kamieńskim „Uzdrowisku”, który święcił sporo triumfów. Jak choćby na festiwalach m.in. w Polanicy Zdroju czy też w samej stolicy.

W latach 90 – tych stworzył m.in. emerycki, przezabawny kabaret o nazwie „Uśmiech”. Dla niego pisał mnóstwo tekstów, a przede wszystkim skeczy czy wesołych historyjek.

W czerwcu roku 1968, pan Jan został jednym z laureatów wówczas bardzo prestiżowego Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, a jego finał był emitowany na żywo w Telewizji Polskiej. Jeszcze na ekranach czarno – białych!

Pozostawił po sobie mnóstwo dobrej muzyki, szczególnie tej o znamionach ludowości, a nadto sporo fraszek i satyr. O czym mało kto wiedział.

W 2011 roku dzięki wydatnej pomocy Urzędu Miejskiego w Kamieniu Pomorskim, powstała zabawna książka zatytułowana „Humor czy satyra według Jana Iwaszczyszyna”, w której zawarty został zbiór 43. wyśmienitych i pełnych humoru satyr, które są cytowane przez wielu do dziś. I co istotne. W większości nie straciły na swej aktualności.

Trzynaście lat temu Pan Jan odszedł od nas po długiej chorobie. I pamięć po Nim nie powinna zaginąć. I niech świadczy o tym fakt istnienia choćby Jego festiwalu, pozostawionej po sobie muzyki wraz z jego piosenkami, bowiem ich wartość dla rodzimej czy też regionalnej Kultury jest nieoceniona. Tak też w dużej mierze uznają znawcy tematu.

Miwa

By nieco rozweselić naszych Internautów – pewnie miałby takie życzenie, przytaczamy jedną z Jego zabawnych satyr, którą napisał w roku 1994:

JESTEŚMY W SWOIM DOMU

Być we własnej chacie

być we własnym domu,

by mi nikt nie szkodził,

bym nie wadził nikomu.

 

Bym się czuł tu pewny!

Robić mógł, co zechcę.

Być wolny, bezpieczny,

niech mnie radość łechce.

 

I przyszła ta chwila,

mamy cośmy chcieli.

Niechaj teraz każdy

sobie szczęście ścieli.

 

Lecz od czegoś trzeba

zacząć naprawę tej chaty.

Gdy kasa jest pusta,

a rząd nie bogaty.

 

Gdy na górze kłótnie,

ze stołków zwalnianie.

Gdy strajki, głodówki,

manifestowanie.

 

Gdy tłum bezrobotnych,

bezdomnych gromada.

Gdy stają fabryki,

rolnictwo upada.

 

Gdy szkoły bez grosza,

przedszkola wnet legną.

Kryzys nas nie opuszcza

a ceny wciąż biegną.

 

Gdy na służbie zdrowia

robią oszczędzanie.

I gdy coraz częstsze

afer wykrywanie?

 

I pewni jesteśmy,

już tutaj, u siebie.

Czy we własnym domu?

Nikt z nas chyba nie wie.

 

A prawda jest taka.

Czy w wiosce czy gminie.

Że nasz dom rodzinny

ciągle jest w ruinie.

 

Jan Iwaszczyszyn – 1994 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *