01-07-2018 » Powiat i region

Polska flota morska kurczy się coraz bardziej!

Kilka dni temu, marynarze wszystkich mórz, obchodzili swoje doroczne święto. Był to  Międzynarodowy Dzień Marynarza. Tak się składa, że polskich marynarzy w porównaniu dajmy na to, z czasami sprzed dwóch czy czterech dekad, jest dużo mniej. A w większości zatrudnieni są oni dziś u armatorów zagranicznych. Zresztą,  co jest wielce budujące, polski marynarz jest ceniony na rynku zatrudnienia. I to na całym świecie.

Podobnie ma się do polskie floty handlowej, której jednostki od wielu lat niestety pływają przede wszystkim pod obcymi banderami (ekonomiczna paranoja, bowiem nasze podatki są horrendalnie wysokie!), ciągle się kurczy. Jedynie kilka niewielkich stateczków pomniejszych drobnych armatorów pływa pod naszą biało – czerwoną.

Morska flota transportowa polskich armatorów i operatorów w roku 2010 posiadała 121 jednostek o łącznym tonażu blisko 3 mln ton DWT. A już w ubiegłym roku tych jednostek było ledwie 94, a ich tonaż wynosił nieco ponad 2,4 mln ton DWT.

Średni wiek statku w morskiej flocie transportowej w chwili obecnej wynosi 17,6 lat (dla statków pływających pod polską banderą – 36,7 lat. Z kolei dla statków pływających pod banderą obcą – 12,1 lat). Naszą morską flotą transportową przewieziono 8.253,7 tys. ton ładunków. Z czego kapitalną większość PŻM.

Niegdyś wielkie firmy transportu morskiego, takie jak: Polska Żegluga Morska (PŻM) z siedzibą w Szczecinie i gdyńskie Polskie Linie Oceaniczne (PLO), miały po ponad 150 statków, a PŻM szczycił się tym, że nośność jego statków to ponad 3 mln ton DWT!

Po tamtych czasach pozostało tylko wspomnienie. Polską gospodarkę dopadł przed laty ogromny kryzys, który widać na rynku rybołówstwa (znikły przedsiębiorstwa połowów dalekomorskich), czy w przemyśle stoczniowym, a obecnie ilościowo, flotę handlową, bo to już jedynie cień tej, którą mieliśmy niegdyś.

Mimo tego, najsilniej na rynku na obecną chwilę działa jeszcze szczeciński Peżetem, powstały w roku 1951, z dwóch przedwojennych armatorów: Gdynia – Ameryka Linie Żeglugowe (GAL) oraz Żeglugi Polskiej (ŻP), który dziś posiada niespełna 60 jednostek, których tonaż przekracza 2,1 mln ton DWT. Są to bowiem duże lub bardzo duże, w większości nowoczesne, jednostki.

Nie od dziś światowy rynek frachtowy jest chwiejny, niestabilny i każdy armator, także liczący się na rynku, odczuwa to na swej kondycji. Ostatnio jednak koniunktura idzie w górę, więc zyski szczecińskiego armatora zaczynają zadowalająco rosnąć.

PŻM chcąc utrzymać swoją całkiem dobrą pozycję na światowym rynku, musi ciągle i systematycznie odnawiać flotę. Dlatego dokonuje kolejnych zamówień, w przede wszystkim stoczniach chińskich na kolejne duże statki, które będą miały co najmniej 38 tys. DWT (jak Panamex – y).

Z kolei, kiedy gdyńskie PLO, powstałe na początku 1951 roku, mające w latach 70. minionego stulecia około 180 statków (!) o łącznym tonażu ponad 1,2 mln DWT, zatrudniającym 10 tys. ludzi, w latach 80. XX wieku dopadł kryzys. Wówczas statki (na gwałt też) wyprzedawano, a co za tym idzie, zmniejszała się kadra pływająca. I flota skurczyła się do ledwie 97 statków około 1990 roku.

Zmiany systemowe, które rozpoczęły się w Polsce po 1989 roku, wymusiły na PLO głębokie zmiany. A te musiały przejść głęboką restrukturyzację.

29 czerwca 1999 r. przedsiębiorstwo zostało przekształcone w spółkę akcyjną, a wszystkie spółki wchodzące w jej skład zatrudniały wtedy około 3 tys. ludzi.

Obecnie w skład grupy kapitałowej PLO wchodzi 12 tak zwanych spółek – córek, z których dwie są obecnie w stanie likwidacji. Najważniejszą spółką jest armatora jest POL – Levant, która posiada ledwie… trzy statki typu RO – RO. Są to: „Chodzież”, „Tychy” i „Żerań”.

Na rynku mamy też polsko – chińskie przedsiębiorstwo żeglugowe „CHIPOLBROK”, które powstało 15 czerwca 1951 roku, a jego statki pływają przede wszystkim na linii Europa – Daleki Wschód. Dziś firma eksploatuje 18 nowoczesnych frachtowców o łącznym tonażu 460 tys. DWT, ze sporą możliwością przewozu szerokiej gamy kontenerów. Armator nie poprzestaje na obecnym tonażu , stąd spodziewane są kolejne statki, pochodzące z przede wszystkim chińskich stoczni.

Kolejny armator to kołobrzeskie PŻB, założone 31 stycznia 1976 roku. Wówczas w jego skład weszły jednostki wywodzące się przede wszystkim z PLO i PŻM. Dziś bazuje na promach morskich, które obsługują kilka bałtyckich linii żeglugowych w ramach marki „Polfferies”.

Firma posiada nowoczesne promy, którymi są: M/F „Wawel” (w eksploatacji od 2005 r.), M/F „Baltivia” (od 2007). I najnowsze: M/F „Masovia”, wprowadzona w 2015 roku oraz M/F „Cracovia”, która weszła do służby w ubiegłym roku. W tym roku wszedł na linię najnowszy nabytek PŻB. Jest nim prom M/F „Nova Star”, który obsługuje Gdańsk ze szwedzkim Nynäshamn.

Do tej gamy polskich armatorów dołączmy jeszcze szczecińską „Euroafrikę”, wyodrębnioną 1 stycznia 1991 roku ze struktur PLO, która dziś posiada 7 drobnicowców, kontenerowiec i promy morskie (operator Unity Line). A są nimi: M/F „Kopernik” i M/F „Jan Śniadecki” , kursujące na linii Świnoujście – Ystad, oraz M/F „Galileusz” obsługujący linię Świnoujście – Trelleborg.

Z kolei spółka „Unity Line” ze Szczecina, którą w 1994 roku stworzyły polskie firmy amatorskie, czyli: PŻM, Euroafrica i PŻB, która dziś jest  w 100% własnością grupy kapitałowej PŻM.

Obecnie dysponuje siedmioma promami pełnomorskimi, które obsługują linię ze Świnoujścia do Danii i Szwecji.

Najstarsze z nich, M/F „Polonia” i M/F „Jan Śniadecki”, pływaj nieprzerwanie przez Bałtyk już od 1995 roku (jak ten czas leci!). I ich ogólnie ujmując, wyeksploatowanie, jest już znaczące. Pozostałe promy wchodziły na linie między 2005, a 2008 rokiem.

Polska mieniła się niegdyś – i to bardzo dumnie zresztą, bo miała ku temu powody – Państwem Morskim.  I owszem z szerokim dostępem do morza. Po krachach sprzed kilkunastu lat w przede wszystkim, rybołówstwie dalekomorskim, tudzież w bałtyckim, jak i w przemyśle stoczniowym, ów wtedy stabilny status zachwiał się diametralnie.

Zwykły pierwszy z brzegu przykład. Wystarczy popatrzeć na port szczeciński. W latach 60. i 70. minionego wieku był – jakby nie było – największym portem na Bałtyku. Z największą liczbą tonażu w przeładunkach. A dziś? Koszmar jakiś, choć to miejsce powoli się odbudowuje i zawija tutaj coraz więcej statków. Kiedy patrzy się na ten port z wysokości Wałów Chrobrego, śmiech ogarnia. Wysokie portowe żurawie stoją nieruchomo, a gdzieś przy nabrzeżach można dojrzeć bardzo nieliczne jednostki. Gdzie te czasy, kiedy w tym miejscu ruch panował w kanałach portowych i na nabrzeżach niczym  na autostradzie.

Polskie rybołówstwo dalekomorskie to już daleka przeszłość, Wówczas świetlana, bo wtedy  mieliśmy jedną z największych flot na świecie, a do tego ze znakomitymi wynikami połowowymi.

Stocznie na zachodnim i wschodnim wybrzeżu nam pewien czas temu padły. W pewnym i to całkiem nie małym sensie, dopomogła nam w tym niestety… Unia Europejska. I jest to temat rzeka.

Jednak jakaś jaskółka jest, gdyż dziś niby w tym względzie coś się zaczyna dziać. Coś się zaczyna ruszać ku dobremu. Ale jak się niezbicie przekonujemy, łatwiej jest zepsuć, zniszczyć, niż pieczołowicie odbudować. Na to trzeba czasu, chęci i pieniędzy.

Ale tak czy owak. Polska leży nad morzem i pewnie jest jeszcze co nieco krajem morskim. A widać to po – ilości wczasowiczów na naszym wybrzeżu, choć to akurat dział turystyczny jakby jest.

Miwa

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *