Konie, kumys i Tien-szan, oto cały Kirgistan

Panie Stanisławie w lipcu tego roku spotkaliśmy się, aby porozmawiać o planach Pańskiego wyjazdu do Kirgistanu. Wrócił Pan i ciekawi jesteśmy wrażeń z podróży do tego dalekiego kraju.
– Ile trwała Pana podróż?
Podróż trwała 1,5 miesiąca i od początku była naznaczona pechem, wyruszyłem z Międzyzdrojów w dniu 5 sierpnia, gdy pod Warnowem wykoleiły się cysterny, więc swoją podróż musiałem przełożyć. Drugą przeszkodą był remont torów kolejowych na trasie Kraków–Przemyśl; musiałem więc jechać autobusem. Konsekwencją tych opóźnień było to, że nie miałem pociągu do Moskwy. Musiałem nocować na dworcu we Lwowie. Z Moskwy do Biszkeku kursuje jeden pociąg w tygodniu. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło: 2 dni oczekiwania na pociąg wykorzystałem na zwiedzanie miasta, a Moskwa wywarła na mnie wielkie wrażenie. Odległość 7 tys. km z Międzyzdrojów do Biszkeku pokonałem w ciągu 7 dni.
Pech nie opuszczał mnie przy organizacji powrotu do kraju. Na formalności wizowe musiałbym poświęcić cały pobyt, więc dałem sobie z tym spokój. Do kraju wróciłem samolotem, przez Istambuł do Berlina. Przyznam się, że już na początku podróży chciałem wrócić. Wstrzymywało mnie jednak to, że zbyt dużo ludzi wiedziało o mojej wyprawie.
– Gdy rozmawialiśmy w lipcu, miał Pan konkretne plany tej podróży – jezioro Issyk-kul, Biszkek, poznanie kultury. Czy udało się je zrealizować?
Praktycznie wszystkie plany udało mi się podczas mojej podróży zrealizować, aczkolwiek nie zawsze w tym zakresie, w jakim bym sobie życzył. Ponad moje oczekiwania udało mi się nawiązać wiele kontaktów z miejscowymi.
Jezioro Issyk-kul to największe jezioro górskie w Kirgistanie i drugie co do wielkości na świecie; przyznam szczerze, że oczekiwałem po nim więcej. Byłem trochę rozczarowany. Owszem, jezioro jest bardzo czyste, położone w kotlinie. Jest ono ogromne i stojąc nad brzegiem czułem się jakbym stał na brzegu morza, nie widziałem drugiego brzegu. Wieniec gór okalający jezioro jest oddalony kilka km od brzegu. Zarówno dno, jak i wąskie plaże nad brzegiem jeziora są kamieniste, a nie, tak jak u nas, pokryte miałkim piaskiem. Północne brzegi są mocno skomercjalizowane. Na tym obszarze jest to jedyny zbiornik wodny, w którym można zażywać kąpieli, w związku z tym mnóstwo turystów z sąsiednich państw przyjeżdża tam na wypoczynek.
Pewną ciekawostką dla mnie było to, że choć jezioro jest bezodpływowe, a opady zróżnicowane w ciągu roku, jednak jak twierdzą okoliczni mieszkańcy, nie zdarzają się wylewy. Jezioro zamieszkują gatunki endemiczne (nie występujące gdzie indziej). Czołowym ich przedstawicielem, niemal symbolem tego jeziora, jest ryba farel. Jest bardzo droga, dość powiedzieć, że poławiający ją mieszkańcy nie mogą sobie na nią pozwolić.
Stolica Kirgistanu, Biszkek, to milionowe miasto, z olbrzymim ruchem samochodowym, jednak bardzo zielone.
– Jacy są Kirgizi ?
Kirgizi są patriotami, jest u nich mnóstwo pomników, są młodym narodem, starają się pokazać swoją historię. To naród szczery, gościnny. Tak wyjątkowej przyjazności, o jakiej czytałem w różnych relacjach z podróży w tamte rejony, osobiście jednak nie doświadczyłem; nie zdarzyło się na przykład, żeby ktoś zaoferował mi bezinteresowną gościnę, co jest zupełnie zrozumiałe, zważywszy że są to ludzie biedni. Uwielbiają konie. Właściwie nie ma Kirgiza czy Kirgizki, nawet w miastach, którzy by nie potrafili jeździć konno. Jest powiedzenie, że Kirgiz rodzi się na koniu i na koniu umiera. W przeważającej większości to muzułmanie, ale ubierają się po europejsku, z nielicznymi wyjątkami zwłaszcza wśród kobiet. Kirgistan zamieszkuje sporo mniejszości narodowych: Rosjanie, Uzbecy, Tadżycy, Ujgurzy, Kazachowie. We wschodniej części oraz w dużych miastach jest dużo Rosjan, w zachodniej Uzbeków. Jak się przekroczy granicę Azji, ma się wrażenie bycia w innym świecie. Co uderza, to uzębienie, wszyscy mają złote zęby, są tacy którzy mają obie złote szczęki. Oddzielną kwestią jest sprawa higieny, nie moglibyśmy się do tego przyzwyczaić. Mieszkałem pod Biszkekiem u rodziny kirgiskiej, nie było tam ubikacji, tylko dziura w podłodze w odległym o kilkadziesiąt metrów wychodku. Brak kanalizacji, woda do mycia z dzbanka. Porozumiewałem się z nimi po rosyjsku; językiem urzędowym jest kirgiski, ale rosyjski jest powszechnie znany.
– Był Pan w jurcie?
Byłem, piłem kumys, wyrabia się go w worku ze skóry baraniej. Jednak nie wzbudził mojego zachwytu, miał to być napój zaspokajający pragnienie, ale w moim odczuciu słonawo-kwaśny smak powodował, że jeszcze bardziej chciało mi się pić. Z kumysem spotkałem się już w pociągu. Próbowałem kilkakrotnie i smak był taki sam.
– Jakie są potrawy kuchni kirgiskiej?
W Kirgistanie nie ma jedzenia bez czaju, herbata jest podawana do wszystkiego. I chleb tak samo, chleb jest zazwyczaj w postaci lepioszki. Jest to coś w rodzaju rogala. Płow potrawa narodowa – ryż na sypko z warzywami i mięsem. Skosztowałem także manty – pierogi faszerowane mięsem, w postaci kulki, oromo – placek zwinięty w prostokąt z farszem warzywnym. Ganfan – bardzo smaczna potrawa ryż z warzywami. Kuchnia jest bardzo dobra, nie ma smażeniny, wszystkie potrawy są gotowane lub duszone.
– Z czym Kirgizi kojarzą nasz kraj ?
Często brano mnie za Niemca, Amerykanina. Gdy mówiłem, że jestem Polakiem spotykałem się z dobrym nastawieniem. Pierwsze skojarzenie z Polską to Warszawa, z innych miast znali Legnicę, w której niektórzy służyli w wojsku oraz Gdańsk, wymawiany jako „żdansk”. Polska kojarzy się jako interesujący i zasobny kraj. Podczas wypraw w góry spotkałem człowieka, który bardzo dobrze orientował się w polskiej piłce nożnej: znał zarówno Szarmacha i Latę, jak i Roberta Lewandowskiego. Inny mój rozmówca pamiętał Annę German.
– Co to są marszrutki?
To są busy, identyczne jak u nas, różnią się tym, że nie wyjedzie z miejsca jeśli nie zapełni się samochód, nie ma rozkładów jazdy. W większych miastach jest bardzo dużo marszrutek, trudno jest je znaleźć, nawet miejscowi nie wiedzą jak trafić do właściwej. Maksymalny czas oczekiwania na zapełnienie marszrutki to ponad godzina.
-Czy ta podróż spełniła Pana oczekiwania?
Moje oczekiwania były poznawcze i pod tym względem jestem zadowolony, poznałem ludzi, poznałem kraj, zwyczaje. Nie ma tam zbyt wiele zabytków i ciekawej architektury. Jadąc do Kirgistanu chciałem przede wszystkim zobaczyć przyrodę, nietkniętą cywilizacją. Główne drogi są w dobrym stanie, jednak nie są dobrze oznakowane, natomiast w odległych terenach i w górach są jedynie drogi gruntowe. Tien-szan to góry o charakterze alpejskim o wysokości do 7,5 tys. m. Powyżej 3,6-4 tys. m pokryte wiecznym śniegiem i lodowcami. Poniżej, łąki przechodzące w zbocza porośnięte świerkiem i niekiedy jodłą. Dla mnie zaskakujące były góry całkowicie nagie, zwietrzałe w wyniku erozji, mające charakter pustyni górskiej. Tego typu góry są często spotykane w dolnych partiach oraz w pobliżu miast. Zagadkę stanowi, czy erozja ta powstała w sposób naturalny, czy też w wyniku działalności człowieka. Komunikacja w górach odbywa się konno, samochodami terenowymi i pieszo. W górach można spotkać koziorożca syberyjskiego, który ze względu na swoją rzadkość i piękno znajduje się pod ochroną. Podobnym zwierzęciem wśród ptaków jest orzeł przedni, zwany birkutem.
Niestety nie zrealizowałem zamiaru dotarcia do podnóża Piku Pobiedy (po kirgisku nazywa się on Dżengisz czokusu), najwyższego szczytu Kirgistanu (ca 7500 m), ponieważ z uwagi na strefę przygraniczną zostałem zatrzymany przez posterunek wojskowy w Inylczeku, gdzie zażądano ode mnie specjalnej przepustki, której nie posiadałem. Do miejsca tego dojechałem autostopem, samochodem terenowym. Musiałem niestety zawrócić, ale podróż powrotna była udana, z niesamowitymi widokami na szczyty i przełęcze położone w strefie wiecznych śniegów i lodowców.
– Jak zareklamowałby Pan wyjazd do Kirgistanu?
„Konie, kumys i Tien-szan, oto cały Kirgistan”, to byłoby moje hasło reklamowe. Warto pojechać do Kirgistanu ze względu na wyjątkową przyrodę, przepiękne góry. Jeżeli ktoś oczekuje hoteli o wysokim standardzie, higieny, wygodnej podróży samochodem, to lepiej żeby został w domu. Trzeba się przygotować na niewygody. Tamtejsze hotele w Polsce nie zasługiwałyby nawet na jedną gwiazdkę, ich wyposażenie jest fatalne. Mam zamiar pojechać do Kirgistanu w następnym roku w okresie wiosennym. Chciałbym zobaczyć to, czego nie udało się zwiedzić w tej podróży. Najwygodniej dotrzeć tam samolotem. Koszty pobytu nie są wysokie. 1 zł to 16 som (kirgiska waluta), a 1 dolar to 60 som. Obiad można zjeść za 120-200 som; najtańsze noclegi kosztują 300-600 som. W mojej opinii przed Kirgistanem pod względem turystycznym jest duża przyszłość.
– Serdecznie dziękuję za rozmowę i czekamy na ciekawe wspomnienia z kolejnych podróży.
Rozmawiała: Joanna Ścigała

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *