07-02-2016 » Powiat i region

Dziennik pokładowy Szymona: Markizy – Australia, cz 7

Przebyty dystans  – 5729Nm
Czas – 1293h (53 dni i 21h)
Średnia prędkość  –  4,43kt

52 doba
Chyba nigdy nie odczuwałem takiej pustki. Jestem w zatoce Van Diemen. Mam nie więcej niż 10 mil do brzegu i widzę kompletne nic. Brzegi są tu kompletnie płaskie, a uczucie pustki potęguje duża wilgotność powietrza. Jeżeli dodać do tego specyficzny mleczno-turkusowy (Boże, zrobiłem to! opisałem barwy!) kolor wody, odczuwa się pewną nieważkość. Altimetr w zegarku potwierdza, że jestem jednak w okolicach typowego poziomu morza.

0600UTC  30.08.2015r Pacyfik 11’52S 131’26E  do celu 63,3 Nm
Dystans z ostatniej doby 76,6 Nm średnia 3,2 kn
Dystans całkowity przebyty 5668,3 Nm średnia 4,5 kn
Wiatr 4B malejące na 3-2B

53 doba
Muszę przyznać, że było to niezłe, poziom adrenaliny trochę się podniósł. Przyspieszenie w ciągu kilku minut z 1 do 7 kt jadąc pół kabla od brzegu wysp nie dało zasnąć. Na szczęście. Bo o ile nie stresowała mnie sama wyspa bo wiadomo, że prąd wody będzie biegł równolegle do niej. Problemem było to ze przy cypelku kończącym wyspę ( i każda kolejną) poustawiały się jakieś odosobnione rafki, kamienie itp. I woda miedzy nimi prawie swobodnie przepływa tylko, że jacht może się tam nie zmieścić , przynajmniej nie w jednym kawałku.

W miedzy czasie  okazuje się, że żadna z dwóch niezależnych  informacji pogodowych nie przewidziała wiatru SW. Czyli prosto w dziób i wiatr ten słabnie. Na resztkach korzystnego prądu wypływam z Clarence Strait, ale co dalej? Może mnie tam wrzucić z powrotem. A jest prawie 2 tygodnie po przejściu Torresa czyli pełnia, czyli najsilniejsze pływy. Trzymam kurs na Darwin jadąc 90 stopni w bok, ale zdobywam przyczółek. Spłycenie do 7m. Tu mogę ewentualnie spróbować stanąć na kotwicy i przeczekać niekorzystny prąd. Obawiam się, że postój jednak pozwoli senności wygrać. Podejmuje rękawice. Kotwica w pogotowiu, a na maszt genakera. Spinaker, hmm to skąd w końcu nie wieje? Genaker, spinaker, genaker, fok marszowy. Wieje w mordę. Ale wieje. Zaczyna się halsowanie pod Darwin. Brożka opuściła przyjazny host w którym nocowała i czeka na kei celników. Obserwuje mnie na Marine Trafic (w końcu jestem w zasięgu) i śle SMS typu: „jak już musisz to wpływaj w plaże, dobrze? Aaa to jest taka niby halsówka”. Wieje już koło25 kt, a idę na pełnych żaglach.  Z powodu odpływu kąt martwy 170 stopni, ale przecież kiedyś będzie przypływ. W końcu ruszam w wymarzonym kierunku. Chyba dojdę jednym halsem, ale powoli, jeszcze z 3-4h. Słonce zaszło, Brożka z bagażem uniemożliwiającym przemieszczanie czeka w marinie. Keja custom w nocy zamkniętą. Ustawiam 15 minutowa drzemkę. Budzę się jak się okazuje po 2 godzinach. Słyszę przybój. Wychodzę na pokład. Widzę  przybój. Po nawietrznej. Pod balastem jeszcze sporo wody, ale Puffin spokojnie przemieszcza się wzdłuż rafy zbliżając w bajdewindzie do niej.  Mój mózg jakiś taki wyluzowany bardziej świadomy tego, że w zasadzie nic mi nie grozi, a przynajmniej nie teraz. Ja jednak jestem oburzony zaistniałą sytuacją. Przecież wiatr mógł odkręcić, prąd dopychać. No tak, pewnie obudziłbym się wcześniej bo przecież przybój brzmiałby inaczej, ale… jestem jakiś oburzony na siebie. Tak się nie robi, nie śpi się na torze wodnym pod samym portem, mając praktycznie z każdej strony rafy. Czasem nie lubię tych moich instynktów. Zawsze ratują mi tyłek, ale czasem jakby ze mnie kpiły.

Zmieniam kurs na Cullen Bay. Zgodnie z procedurą wywołuje kapitanat portu i lock mastera z Cullen Bay, ale w eterze cisza.  Śpią? W tym czasie popełniam ogromny błąd nawigatora. Nie wziąłem poprawki na prąd. Jest już za późno i mimo , że zaczynam płynąc w zasadzie kontra kursem prąd jest nieubłagany i coraz mocniejszy.  Nie uda mi się. Przejadę obok stawy na końcu rafy przy której jest podejście do Cullen Bay. Zabrakło 20 m by skryć się przed prądem za rafą. Mimo głośnych i nie cenzuralnych dźwięków które wydawałem z siebie pracując wiosłem przegrałem. Kotwica w dół! W zasadzie na torze wodnym. Szybko łapie,  a log wciąż pokazuje około 3,5kt Zostawiam postawione żagle delikatnie wypełnione słabiutkim wiatrem. Udaje, że płynę. Brożka śpi na jakiejś ławce w marinie, ja w koi 3 kable od niej.

Rano kolejna porażka. Muszę odciąć kotwice. Mimo kilkunastominutowej walki przy pomocy kabestanu nie udaje się wyrwać kotwicy. Na szczęście przezornie rzuciłem zapasowa, a nie główną. Straciłem tylko czas. Wiatr jest za słaby, a slack na który liczyłem trwa dosłownie kilka minut które straciłem.  Prąd płynie w jedną stronę, a potem prawie od razu w drugą.  Walczę jeszcze wiosłem zrobionym z bosaka i pokrywy bakisty, ale jestem przegrany. Nagle widzę kawalerie. Odsiecz z której pomocy nie mogę korzystać. Widzę duży jacht który też zmierza do Cullen Bay. Robię coś bardzo nielegalne. Do póki nie przejdę pełnej odprawy nie mogę mieć kontaktu fizycznego z żadna osobą czy inna jednostką. Holowanie o które proszę na kanale 16 😛 jest absolutnie zabronione. Do przystani celników wpływam więc za rufa dużego Amela z floty ARC. Tam kompletnie niepotrzebnie próbuje mnie dostawić do kei dockmaster na dinghy. Na kei stoi Brożka, przy kei stoi Puffin z pokładem zawalonym workami ze śmieciami gdyż na wodach AUS nie można wyrzucać za burtę absolutnie nic.

Potem już było dość sprawnie i szybko, celnicy, panowie z ministerstwa rolnictwa itp. (którzy zabrali wszystkie śmieci 🙂 I po godzinie mogę wziąć dziewczynę za rękę.

Przebyty dystans  – 5729Nm
Czas – 1293h (53 dni i 21h)
Średnia prędkość  –  4,43kt

brożka, dzisiaj, 12:29

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *