03-01-2018 » Powiat i region

Dworzec widmo, świnoujski tunel, ale nie tylko, bo z paliwem w tle

To, że węzeł kolejowy z okazałym dworcem kolejowym z początku lat poprzedniego wieku w Wysokiej Kamieńskiej, był niegdysiejszą chlubą powiatu kamieńskiego, nie trzeba przypominać szczególnie tym starszym mieszkańcom naszego regionu, bowiem młodzi widzą dziś to co widzą i chcą ewentualnie widzieć w nie najlepszych przy tym kolorach, a i skojarzeniach zarazem. Choć trzeba przyznać, że toczący się remont peronów już na finiszu i Stacja Wysoka Kamieńska (czytaj perony), będzie całkiem przyzwoita w wyglądzie jak i użytkowaniu.

Kiedy jak pamiętamy, rozpoczęły się przed ponad ćwierćwieczem wielkie przemiany w naszym kraju – jakżesz ten czas szybko leci!, w wielu dziedzinach gospodarki zaczęły dziać się wzruszające i zarazem co najmniej dziwne rzeczy. I to dosięgło niestety również dworzec kolejowy we wspomnianej (nieszczęsnej) Wysokiej Kamieńskiej, a w zasadzie jego infrastruktury.

Okazały – czerwony budynek dworca, niegdyś tętnił życiem (tak w rzeczy samej było. Oj było. – przyp. red.), gdzie oprócz kasy kolejowej, była informacja, poczekalnia, a i bar gastronomiczny przyciągał licznych podróżnych i mieli gdzie się schronić, kupić ewentualnie bilet, posilić się, napić gorącej herbaty.

A co tam dziś mamy? Figę czyli dosłownie nic, zero – nul, bowiem budynek, zresztą bardzo okazały i z całkiem zdrową cegłówką, świeci od długiego już czasu pustkami i jest zamknięty na przysłowiowe cztery spusty.

Ciekawe, gdzie podróżni mają poczekać na swój rejsowy pociąg, nie wspomnę o tym, gdzie się napić herbaty lub kawy, i nie wspominając o jakże ważnej poczekalni. Ale stare skorodowane, podziurawione, nie dające dostatecznej osłony przed wiatrem czy deszczem zadaszenia na peronach znikły bezpowrotnie. Jednak pasażerom li tylko trzeba, żeby jak najszybciej nadjechał upragniony pociąg dokądś tam tyle ich będzie widać w Wysokiej Kamieńskiej.

Tak okazały budynek dworca kolejowego w Wysokiej Kamieńskiej, to nie jedyny tego rodzaju przykład. Ale cóż, taka jest dzisiejsza szara rzeczywistość, ale nam nie zależy na wnikaniu w to czy się to wszystko opłaci czy też nie. Nam pozostaje tylko pokazanie tego starego i ładnego z wyglądu „zabytku” i dać naszym Czytelnikom chwilę do zastanowienia; Jak to dalej z tym wszystkim tak ogólnie, w naszej rzeczywistości będzie w najbliższej i tej dalszej przyszłości? Szkoda wyżej wymienionego dworca kolejowego – czytaj budynku dworcowego, ale nie tylko niego, bowiem życie toczy się dalej. Taka kolej losu. Tylko nasuwa się zaiste pytanie, w którą idziemy teraz stronę? W tę dobrą czy też złą.

Polityka nam rządzi nie gospodarka – a to niedobry objaw. Wystarczy popatrzeć chociażby na ceny na stacjach paliwowych, gdzie lada dosłownie moment popularna etylina 95 może (choć nie musi) przekroczyć niemal magiczną od wielu, bardzo wielu miesięcy, cenę pięciu złotych.

Widziałem tuż przed świętami jedną czy też dwie stacje paliwowe z ceną ponad 5 złociszy za etylinę 95. I pomyśleć, że w czerwcu ubiegłego roku, cieszyliśmy się, że ta właśnie etylina spadała z ceny na niewiele ponad cztery złocisze, bowiem trzeba nam wiedzieć drodzy Czytelnicy, że miewaliśmy – i to przez dłuższą chwilę czasu temu ponad półtora roku wstecz, ceny tego paliwa w granicach nawet 5, 90 złotych za litr!

Ktoś powie  – co ma dworzec do paliwa? Może i ma w jakimś sensie rację. Ale jedno i drugie pokazuje nam, w jakim miejscu i w jakim kierunku idzie nasza niby to mocna gospodarka. Cóż z tego, że liczby przemawiają (?) za tym, że jest to rozwój, a nie zwój. Ale wytłumacz to człowiecze zwykłemu zjadaczowi chleba, który nie dość, że nie ma pracy,  a jeśli jest to mało płatna, to nie ma jeszcze co do gara włożyć. To niby jest demokracja, kapitalizm jakiś – a i owszem, bo toż on to nic innego jako żywo, li tylko wyzysk człowiek przez człowieka tworzy. Od zawsze w swoim wymiarze zresztą i od wieków jak został stworzony to wyzyskiwanie pleni się na całym kapitalistycznym świecie.

Ale gadam i gadam, ale od tego zapewne wiele i dla wielu ot tak się nie poprawi. I trudno znaleźć będzie takiego mądralę, który powie, że Nowy Rok to coś nowego, przyszłościowego da, że toż to – a jakże, nowe wyzwania – a i owszem, ale niestety przy tym kolejne trudności – o byciu o rok starszym nie wspomnę, i wielu i wielu niestety przy tym jak zwykle niewiadomych.

Owszem podwyżki się szykują, ale nie do kieszeni niestety. Raczej w przeciwnym kierunku.

A ty dworcu kolejowy w Wysokiej Kamieńskiej, trwaj jako przeżytek przeszłości, bo stałeś się dla podróżnego chwilą kilkuminutową na zmianę peronu i wio dalej. Nie wliczajmy w to zmodernizowane ostatnio perony.

A ceny paliw? Niestety dziś baryłka ropy to cena około 65 – 68 dolarów za nią. Pod koniec stycznia analitycy oceniają, że ta sama baryłka będzie kosztować nawet ponad 70 – 75 dolarów. Wszechmocna Rosja Putina i trzęsące portkami (nie wiedzieć czemu) kraje z OPEC, zmniejszają porozumiewawczo jakoś wydobycie ropy. Świat w takiej sytuacji i nie bez kozery liczy na afrykańską Nigerię i inne miejsca źródeł wydobycia ropy. Tak czy siak, ropa powoli, ale systematycznie będzie niestety drożała, co odczujemy mili kierowcy w naszych niezasobnych portfelach.

Eksperci idą dalej. Spodziewają się, że latem paliwo może kosztować tyle co przed trzema laty miało miejsce, czyli w granicach 5,50 – 5,70 złotych za litr! Dla nas kierowców to paranoja to jakaś, bo wielu doskonale wie ile płacą za to samo paliwo odbiorcy dajmy na to: w Rosji, na Ukrainie, na Białorusi  czy w dalekich Stanach Zjednoczonych, gdzie galon paliwa kosztuje poniżej 2 dolarów, co daje w przeliczeniu na litry to średnio 0,53 dolara za jeden litr! To najniższe notowania w USA od sześciu lat. Zresztą ile litrów może kupić kierowca z Zachodniej Europy za swoje pobory, a ile Polak? Odpowiedź jest prosta. I to bardzo. Oczywiście na naszą niekorzyść.

Kilka naturalnych liczb. Amerykanin za swoją średnia wypłatę kupi około 2,5 tys. litrów, luksemburczyk – ponad 3,6 tys. litrów paliwa (najwyższy wskaźnik w Europie). A Polak? Niewiele ponad 505 litrów za litr. Porównanie niebotycznie niesprzyjające nam niestety.

Akcyza goni akcyzę – do tego różne podatki drogowe i takie tam inne kruczki. Płacimy za nasze samochody, a w zasadzie za ich użytkowanie,  jak za zboże. I co z tego mamy? Kilka krótkich odcinków autostrad z niestety z jak zwykle wieloma felerami. A co po za tym?

Ciekawe? Nasze zadłużenie sięgnęło niebotycznej kwoty wobec zagranicznych banków z których to długów długo, ale to bardzo długo na pewno się nie wykaraskamy.

A do tego mamy przecież od naszej kochanej Unii wielki zastrzyk przypływu gotówki. Jakieś 520 miliardów euro do 2020 roku do rozdysponowania, licząc od 2014 roku. Na razie ta kasa jest gratis. Ale trzeba pamiętać kochany Polaku, że te miliardziki trzeba będzie tak czy siak, kiedyś zwrócić. Niestety nie ma dziś takiego hojnego Wujka Sama zza Wielkiej Wody, jaki był w latach walki z reżimem komunistycznym. To czasy przeszłe już. To były przecież zamierzchłe, skutecznych politycznych zagrywek czasy. I nie łudź się drogi Polaku, by się nie obudź w tym, że Polak mądry, ale po szkodzie.

I pytam się. Gdzie te pieniądze? Gdzie ten zbawienny przecież dla wszystkich rozbudowany, czy rozbudowujący się przemysł, gdzie różne infrastruktury? Gdzie u licha w końcu są te pieniądze? Czyżbyśmy poprzez słuszne z racji stanu minionych rządów to wszystko przejedli? A tu „marne” dwa czy trzy miliardy na tunel we Świnoujściu się szukało, choć „eksperci” twierdzą jasno, choć z biegiem czasu nieco miękną, że to wydatek rzędu „tylko” 800 – 900 milionów dolarów. Ale już teraz do tej sumy już nie są tak bardzo przekonani. Boże święty. Ta paranoja trwa i trwa. Zapowiadano, że tunel powstanie do 2021 roku. I na tę chwilę śmieć twierdzić, że jest on już raczej nieosiągalny.

Na początku ubiegłego roku jasno rząd oznajmił wszem i wobec poprzez liczne media, że jest kasa na budowę tunelu, który dostał tym samym zielone światło. Był ubiegłoroczny jesienny przetarg na wykonawcę. Wygrało włoskie konsorcjum, który w zasadzie był nim, bowiem… kilkanaście dni temu zrezygnowano z jego usług. I diabli wzięli kosztowny projekt i teraz wszystko a piat’ – od nowa, a koszty eksploatacji promów i tej całej przeprawowej otoczki, przez te długie lata są takie, że na pewno byłyby dotąd dwa lub cztery nawet tunele, i to bez kosztorysu i projektu! Wielu nawet prześmiewa się, że gdyby byli tu Niemcy, tunel stałby już co najmniej z dobre 50. lat. I byłoby po sprawie.

Gdzież te pieniądze, gdzież? Młodzi dziś rozumują inaczej. Dla nich najważniejsze są kwalifikacje, praca, przy tym dobra – a jakże, posada, a dopiero w dalszej kolejności myśl o założeniu rodziny.

Niby z tym „500+” PIS – u coś się ruszyło, ale i tak niż demograficzny jak diabli. Wyjdzie na to, że pracownik produkcyjny w ilości co najmniej pięciu osób, będzie musiał zaiwaniać na jednego emeryta. Parodia. Istna paranoja.

Ktoś powie, że czepiam się tego czy tamtego na początku Nowego Roku. Ale też zapytam. Czy ktoś jest w stanie mi to racjonalnie odpowiedzieć. Jaki on będzie? Czy jest na to jakaś zrozumiale zasadna odpowiedź? Na pewno jednej odpowiedzi na to pytanie nie uświadczymy. Tyle będzie opinii, ile osób będzie się w to bawiło. Na pewno nie ma takiej i tylko samobójca odpowiedziałby tak czy owak. Być może wymijająco.

Ale co tam. Dworzec – jaki tam dworzec zresztą, we wspomnianej Wysokiej Kamieńskiej „ma się dobrze”. Coraz lepiej, bo odnowiony i przebudowany. Trudno temu zaprzeczyć, bo toż to szyny pordzewiałe są, a pociągi toczą się w tę i w tamtą stronę. Ot tak bez ikry, z marazmem i zwykłymi przywykłymi przez nas spóźnieniami jakimiś w tle.

I tak powolutku, ale systematycznie, niektórzy nawet z pewnym rozmachem, wkraczamy mili Państwo w kolejny Nowy Rok, rok 2018. Zapewne pełen kolejnych tajemnic, radości, niespodzianek i wielu z nim związanych znaków zapytania. I oby był szczęśliwy i zdrowy dla nas wszystkich. Oby.

Miwa

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *