Wyjątkowe hobby pana Kazimierza z Trzebieszewa

Przed laty, kiedy w Kamieniu Pomorskim istniał stary Dom Kultury mieszczący się przy ul. Moniuszki (dziś budynek Prokuratury), istniało w nim co najmniej kilka kół zainteresowania. Były więc dla przykładu: muzyczne, plastyczne, fotograficzne, a także modelarstwa.
Kiedy zlikwidowano DK, a miało to miejsce w pierwszej połowie lat 90 – tych ubiegłego stulecia, koła zostały automatycznie również zlikwidowane. I od tego czasu mamy w tej kwestii pustynię, zwykły marazm. Co prawda obecny Kamieński Dom Kultury oferuje kilka kół zainteresowania, ale tak prawdę powiedziawszy, młodzież kamieńska na pewno oczekuje czegoś więcej.
W KaDeKu pracują nad tym zagadnieniem i liczyć się można z tym, że w jakimś niedalekim czasie możemy doczekać się na przykład pracowni modelarskiej, bo ludzi którzy parają się nim w swych domach w gminie Kamień Pomorski wbrew pozorom jest sporo. A są to przede wszystkim ludzie co najmniej w średnim wieku, którzy przed kilkudziesięciu laty zaszczepili w sobie tego bakcyla. I teraz zastanawiają się jak i komu przekazać swe doświadczenia i nie małą w istocie rzeczy perspektywę przekazania tej interesującej schedy.
Jednym z wieloletnich miłośników modelarstwa jest pan Kazimierz Jobell, mieszkaniec podkamieńskiego Trzebieszewa, który jest emerytowanym strażakiem i wykonuje swe przeróżne i piękne zarazem modele dosłownie od dzieciństwa.
„To zaszczepił we mnie i w mego brata nasz ojciec, który robił przepiękne modele. A my przy nim się wprawialiśmy, nabieraliśmy doświadczenia, i kiedy się obejrzeliśmy, modelarstwo jakby wrosło szczególnie we mnie.” – opowiada pan Kazimierz.
Przez lata kiedy jeszcze pracował, kiedy założył rodzinę, na tę przyjemność jak mówi, miał zbyt mało czasu, ale modelarstwa jako takiego nie zaniechał.
Kiedy w 2007 roku po 22. latach pracy w kamieńskiej zawodowej straży pożarnej, odszedł na zasłużoną emeryturę, stosunek czasowy do jego nowo powstających modeli diametralnie się zmienił. Z części przydomowej kotłowni urządził sobie… prawdziwą modelarnię, która jest jego mekką i ostoją zarazem. Tam czuje się najlepiej. Więcej czasu poświęca swojemu hobby w okresie jesienno – zimowym, kiedy jest krótki dzień.
Na pracę nad kolejnymi modelami przeznacza 2 – 3 godziny nawet codziennie (więcej w weekendy), bowiem trzeba wiedzieć, że współcześnie skrupulatnie i perfekcyjnie przygotowywane modele składa się, klei w okresie nawet… trzech do pięciu lat. Jeśli chodzi oczywiście o modele bardzo duże. Małe wykonuje się w czasie 6 – 8 miesięcy. A jeszcze mniejsze, w miesiąc. Ale te są naprawdę mikre i brak w nich jest konkretnych szczegółów.
„Przede wszystkim musi być zachowana perfekcja i precyzja zarazem. To hobby jest też niezwykle pracochłonne, i to bardzo, ale też nie mało kosztuje. Nawet muszę używać przy niektórych elementach modeli najzwyklejszej lupy.” – opowiada pan Kazimierz.
Inną istotną sprawą jest to, że modele wykonuje się z prenumerat wyszukanych fachowych czasopism modelarskich, które w pewnych odstępach czasu udostępniają kolejne części i przeróżne bardzo istotne wskazówki. Inne plany modeli natomiast ściągane są ze wszechmocnego i ogólnie dostępnego Internetu.
Niedawno skończył pracę nad żaglowcem o dużych gabarytach – replikę żaglowego okrętu liniowego „Santissima Trynidad”, należącego do króla Hiszpanii z okresu XVIII wieku i zbudowanego w 1769 r. na Kubie. Był to okręt w tamtym okresie czasu największy na świecie.
To wiekopomne dzieło, niewątpliwie największe w kolekcji pana Kazimierza, miało już wielu chętnych nabycia, ale sentyment do tego modelu był i jest zbyt silny. „Na razie muszę się nacieszyć, nadziwić i pooglądać i upewnić się tego co udało mi się przez te kilka lat stworzyć, a potem?,… zobaczymy.” – mówi z nie małą dumą pan Kazimierz.
Ma w swej kolekcji kilkanaście modeli statków, samochodów, helikoptery. Część z nich stoi w wyjątkowo wybranych miejscach w jego pracowni. Inna część z nich jest w posiadaniu rodziny i wielu znajomych.
Obecnie pracuje nad trzema modelami na raz. Na ukończeniu jest model auta osobowego, „Warszawy” M – 20, popularnego lat 1950 – 60, wykonywany z elementów plastikowo – kartonowych. A ponadto jest to niemiecki potężny czołg z okresu II wojny światowej „Tygrys” oraz niemiecką łódź podwodną U – 96 zwany też potocznie „U – bootem”.
To ciekawe hobby jak podkreśla w rozmowie z nami, bardzo wciąga i ma taką nadzieję, że właśnie w Kamieniu Pomorskim powstanie w nie dalekiej przyszłości modelarnia z prawdziwego zdarzenia, bo naprawdę chętnych by ją wypełnić, zapewne by nie zabrakło. A poza tym byłaby nadzieja, że modelarstwo, które przechodziło swą świetność na tym terenie w latach 1960 – 1980 za sprawą m.in. nieżyjącego już, nieodżałowanego pana Góreckiego z Jarszewa (działał też aktywnie w ZHP. – przyp. red.), wróciło by do łask.
„Jestem przekonany, że znalazłoby się wielu młodych ludzi chętnych pobawienia się w to ciekawe i charakterystyczne hobby. A ja i pewnie jeszcze kilku innych modelarzy służyli byśmy pomocą i swym doświadczeniem.” – podkreśla nasz doświadczony modelarz.
To ciekawe stwierdzenie poddajemy uwadze szefostwu Kamieńskiego Domu Kultury, które, w co głęboko wierzymy, przeanalizuje w fachowy i skrupulatny sposób to całkiem mądre spostrzeżenie.
A panu Kazimierzowi – zatwardziałemu modelarzowi, życzymy kolejnych wspaniałych modeli i cierpliwości, bo tej naprawdę w tym hobby jak najbardziej potrzeba.

Miwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *