Odwieczny problem powracający niczym bumerang -czyli dziury w jezdniach

Mamy okres przedwiosenny, a nawet można by śmiało powiedzieć; wiosenny. Za oknami jak na tę porę roku jest wyjątkowo ciepło, nawet i w miarę słonecznie, a o krótkotrwałym ataku zimy z drugiej połowy stycznia mało kto dziś pamięta i wspomina.
Kiedy nadchodzi taki okres jak ten teraz właśnie częściej niż zwykle spoglądamy pod nasze nogi wpatrując się z nerwowością w liczne… dziury w jezdniach, które nieodparcie jak co roku burzą nasz psychiczny spokój i komfort zarazem.
Dziury większe lub mniejsze, bo to mniej istotne, denerwują w szczególny sposób użytkowników dróg w postaci podenerwowanych takim „dziurawym” faktem kierowców, którzy miejscami muszą się uciekać do dosłownie sportowych slalomów na jezdniach by ominąć kolejne lub kolejną dziurę i by nie zerwać przypadkiem zawieszenia w swoim samochodzie czy jeszcze czegoś gorszego przypadkiem. W takich sytuacjach nie trudno o jakieś nieszczęście.
Nasze gminy, i w naszym powiecie i wszędzie pewnie w kraju z reguły są coraz biedniejsze w swych napiętych do reszty budżetach ograniczając jednocześnie środki na naprawę owych dziur, które połatane byle jak i tak z powrotem staną się za niedługą chwilę dziurami. I tak w kółko powtarza się ten odwieczny problem.
Chyba od czasów kiedy zaczęto w Polsce kłaść na jezdnie asfalt, bowiem kiedy jeszcze wcześniej drogi pokrywano popularnymi niegdyś „kocimi łbami”, ten problem raczej nie istniał w gruncie rzeczy i ów „dziurawy” kłopot był podówczas niejako z głowy.
Zasypanie czy jak to nazwać fachowo podgrzanym materiałem bitumicznym i przyklepanie łopatą kolejnych dziur to najprostszy i najdziwniejszy w świecie często stosowany u nas rodzaj ich „naprawy” z którego to sposobu śmieją się przede wszystkim nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy, którzy są znakomici w budownictwie drogowym oraz coraz liczniejsi u nas Skandynawowie. Wszyscy oni widząc takie „bezmózgowe naprawy” czy jak kto woli – doraźne, kręcą z ogromnym niedowierzaniem głowami i mówią sobie po cichu: jak to się dzieje? Czy my śnimy? Czy to się dzieje naprawdę i czy dobrze widzimy to co widzimy, skoro mamy już jakby nie patrzeć, XXI wiek?!
Rozumiemy skromne budżety gmin, ale powinno się tak na dobrą sprawę zmienić diametralnie politykę gospodarki w temacie napraw tych nieszczęsnych podnoszonych w tym temacie dziur, których teraz się czepiamy; ktoś pomyśli, a których w takim okresie jak obecny jest tyle co, co najmniej „grzybów po deszczu”.
Odłożenie w budżecie pewnych na pewno niezbyt wielkich środków finansowych spowoduje, że nerwówka mieszkańców naszych gmin i przede wszystkim samych kierowców na kwestię naprawiania dziur w jezdniach będzie diametralnie różna od takiej jaką nam gotują włodarze gmin obecnie. Bo to co społeczeństwo w tym temacie myśli wolimy nie przytaczać, bo to nam nie przystoi.
A tak nawiasem mówiąc jest w tym wszystkim jeden jakże pocieszający symptom. Oto mieliśmy w ostatnim czasie spore remonty miedzy innymi w Dziwnowie nawierzchni niemal trzykilometrowej ulicy (w ciągu drogi wojewódzkiej) Wybrzeże Kościuszkowskie i dalej u. J. Słowackiego (począwszy od ronda na wylocie do Dziwnówka i rondzie przy wjeździe na most na rzece Dziwnie – przyp. red.), która była w opłakanym stanie.
Także w ubiegłym roku zmodernizowano w Kamieniu Pomorskim ulice Dziwnowską, B. Chrobrego i Mieszka I.
To jednak niewiele w gąszczu potrzeb. Na kilku zaledwie zdjęciach pokazujemy „dziurawy problem” powszechny nie tylko w gminach naszego powiatu ale w całym kraju. Takie przykłady nie tylko w Kamieniu Pomorskim i innych miejscowościach naszego powiatu można by mnożyć i mnożyć.

Miwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *