Lirycznie w Kamieniu…

Przedstawiamy interesujący wiersz, który nadesłała mieszkanka Kamienia Pomorskiego.

Powstał on na kanwie jednej z legend o Głazie Królewskim, który od wielu wieków stoi w wodach Zalewu Kamieńskiego u północnego brzegu Wyspy Chrząszczewskiej.

Ballada o zaklętym głazie

Nad wodami zalewu, gdzie wiatr trzcinami kołysze

żył lud w grodzie niewielkim, co pokój cenił i ciszę.

Poławiał ryby i lasu pozyskiwał owoce,

dzień miał pracowity i spokojne noce.

Ziemie żyzne, zwierzęta zdrowo się mnożyły,

tak więc żyli radośnie pełni wiary i siły.

Bogi im sprzyjały przeto na wzniesieniu

Żercy dary kładli na świętym kamieniu.

Zrazu nocy pewnej bez księżyca blasku

śpiący lud nie wiedząc znalazł się w potrzasku.

Coś wylazło z otchłani, groźne, obrzydliwe,

cielsko śluzem pokryte, pysk, ślepia straszliwe.

Skrzek donośny, chrapliwy, poczwarna postura

przypominały ropuchę wielką niczym góra.

Rozsiadło się w zalewie, jadem zatruło wody.

Ryby padły, nie było czym napoić trzody.

Ludzi głód zaczął kąsać więc działać poczęli,

uzbrojeni w łuki, włócznie, wypłynęli.

Szkaradny dziwotwór właśnie żarł martwe ryby.

Strzelili wielokrotnie, nie drasnęli ohydy.

Jej plugawa skóra mocna jak żelazo.

Już chcieli odpłynąć, nic tu nie poradzą,

gdy koszmarna bestia ku nim się odwróci,

skoczy rozsierdzona, łapą łódź wywróci.

Pożarła jednego, drugiego raniła.

Odpłynęła reszta, zbyt wielka jej siła.

Wieczór w trwodze, łkaniu upłynął a w nocy

na wzgórze ruszyli błagając pomocy.

Na świętym kamieniu żertwę ustawili,

modły do Peruna o łaskę wznosili.

Gdy tylko kur zapiał wnet ruszyli z rana,

by spojrzeć, czy odeszła obmierzła maszkara.

Przeokropna stwora właśnie rwała żagle

zgruchotanej łodzi, lecz zamarła nagle.

Niebo pociemniało, chmury słońce skradły.

Głos napłynął z góry, tubalny i nagły,

huknął potężnie, spieniły się wody:

„Wnet zginiesz stworzyco, koniec twojej szkody!

Odtąd lud spokojne będzie wiódł znów życie!”

Uderzył Piorunem. Przeraźliwe wycie

obiegło gród, lasy i zalewu tonie,

odległe moczary, pola, łąki, błonie.

Każdy zamarł strwożony, bez ruchu i słowa.

„Nie bójcie się ludzie, czas zacząć od nowa.”

Spojrzeli na wody a tam miast poczwary

głaz ogromny stoi bez wagi i miary.

Perun wielki swą mocą zaklął w tej postaci

tę okrutną ropuchę – morderczynię braci.

„Sława! –wykrzyknęli – Cny Perunie sława!”

Tak się zakończyła na bestię obława.

Po dziś dzień w zalewie kamieńskich wód toni,

gdzie wiatr grając w trzcinach żabi rechot goni

stoi głaz ogromny dziś królewskim zwany,

w którym stwór prastary drzemie pochowany.

esa

26.02.2019

 

Legenda: żercy – słowiańscy kapłani

żertwa – ofiara składana dla bogów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *