Kamieński „Gryf” na krawędzi

Borykający się z różnymi większymi i mniejszymi problemami, kamieński „Gryf”, stanął przed lada wezwaniem. W ostatnich dwóch latach zespół ocierał się o spadek z IV ligi. Szczęśliwie utrzymując ligowy byt. Ostatnimi czasy liczne rotacje trenerów i zawodników, sprawiały, że wyniki były coraz bardzo mizerne. By nie powiedzieć fatalne. A na domiar złego klub boryka się, i to od dłuższego już czasu z ogromnymi trudnościami natury finansowej.

Ciułanie i marzenie o mannie z nieba z każdym dniem, nic nie dawało. I nie da. Kiedy w połowie grudnia 2015 r. przyszła mocno oczekiwana przez wielu, zmiana Zarządu, wówczas nowym prezesem klubu został Daniel Klamborowski, na co dzień dyrektor MOSiR – u. Wtedy też jakby powiało optymizmem. Zmiana warty, „nowa miotła”. Wówczas wielu liczyło, że od teraz będzie już tylko lepiej. W styczniu tego roku przyszedł nowy trener, który w pewnej chwili zaczął robić z zespołem całkiem dobre wyniki. Do czasu jednak.

Niestety „paliwa” starczyło na tylko małą chwilę. Ciągłe perturbacje, ciągła niemoc finansowa klubu, niesnaski wewnątrz klubowe i granie na wariackich papierach. Do tego sami piłkarze nie wiedzieli, co i jak. I co ważne – za ile grają? Choć to tylko liga amatorska jakby.

I stało się to co w zasadzie miało się stać. Klub bez kasy, a tu na horyzoncie nowy sezon w IV lidze. W miniony czwartek rezygnację z funkcji prezesa „Gryfa” złożył D. Klamborowski o czym wiadomo nam było w miniony piątek. Wtedy też czekaliśmy na rozwój wypadków. Zresztą do tej decyzji i do samego odwołania całego zarządu, ten się jak najbardziej pozytywnie ustosunkował.

Zespół jest w tej chwili w – i to nie małej rozsypce. Nic zatem dziwnego, że co najmniej kilku gryfitów ogląda się za nowym klubem, co w takiej niejasnej sytuacji klubu nie dziwi.

Gorączkowe szukanie kasy, teraz też szukanie trenera (oby znowu nie z przypadku) i „modlenie się” o to, by w zespole pozostało jak najwięcej wartościowych piłkarzy, na dłużą metę się nie sprawdzi. Trzeba radykalnych i konkretnych decyzji. W innym przypadku może być tak, że pod znakiem zapytania ostatecznie stanie start „Gryfa” do nowego sezonu!

Klub zza miedzy, a więc „Vineta” Wolin, która spadła w minionym właśnie sezonie z III ligi, wydawać by się mogło, posypie się. Jednak tam, doświadczeni skądinąd działacze nie załamują rąk. Walczą o każdego piłkarza, także o to, by zdobyć odpowiednie fundusze na cały sezon piłkarski. Mówi się tam śmiało, że jakieś 350 tys. zł na działalność sprawi, że starczy to na dobre wyniki na boisku i oczywiście szybki powrót do III ligi.

A w „Gryfie”? Też mówiło się i mówi się, i to od jakiegoś czasu, że te choćby „marne” 80 tys. zł powinno (w porywach) starczyć na przeżycie. Czy raczej wydaje się – wegetację. Licząc się z ewentualną agonią klubu, niestety. I co? Nawet i tego w klubowej kasie nie ma. Jest i owszem, zwykły worek bez dna. Klubowa dziura budżetowa jest coraz większa. A przecież jeszcze trzeba się wywiązać ze zobowiązań wobec kilku co najmniej piłkarzy. Jak to zrobić, skoro w kasie puchy? Piłkarze są jak na razie cierpliwi. Lecz zapewne tylko do czasu.

Poprzedni zarząd (12 lat prezesostwa Krzysztofa Gawrońskiego) krytykowano wszem i wobec, wytykając mu to i tamto. Była to w pewnym sensie racja, ale też nie wszystko czym go obarczano, potwierdziło się. Jednak wielu przekonało się, że jak wtedy było, tak było, ale kamieńska gryfitowa karuzela piłkarska jakoś się kręciła. I co ważne, były wyniki. Czy pamiętacie wysokie lokaty „Gryfa” na koniec sprzed nie tak wielu lat sezonów? To nie było tak wcale dawno. Wierni kibice na pewno te sukcesy mile wspominają. I marzą… .

Trzy lata temu, może cztery, „Gryf” liczył się jak najbardziej w stawce IV – ligowców. Był ceniony, i co ważne, doceniany. I doprawdy wręcz wszystkie zespoły czuły do przed nim nie mały respekt.

Ale minęło trochę  czasu w Gminie doszła do władzy “dobra zmiana” u coś się zaczęło złego dziać. I gryfici bledli – tak na boisku i jak i w strukturach klubu, dosłownie w oczach. Teraz w zasadzie to zespół do bicia czy do obijania. Poziom jaki ostatnimi czasy pokazywał, to co najwyżej klasa okręgowa. Nie mylić z tą wojewódzką w której gra z powodzeniem golczewska „Iskra”. Czy przystoi takim obecnie prezentowanym poziomem grać w czwartej lidze? To żenujące i prawdziwe, ale śmiem twierdzić, że nie.

Jeśli taka byłaby (wymuszona) wola, niech „Gryf” gra w okręgówce czy nawet w A klasie. Tam kasy nie trzeba aż tak wiele. A i pewnie o dobre wyniki pozostali piłkarze w „Gryfie”, by się najzupełniej postarali. I byłoby na tę chwilę po sprawie.

Skoro miasta nie stać na klub z prawdziwego zdarzenia, nie trzeba załamywać rąk. Należy po prostu popatrzeć prawdzie w oczy. Wziąć się mocno i jak najbardziej poważnie do roboty, by klub i zespół ostatecznie rozpocząć skutecznie reanimować.

Jako staremu wiernemu kibicowi Gryfa jest mi przykro, że mój Klub spada na ps… Przed ostatnimi wyborami, wielu mieszkańców liczyło na to, że nowy Burmistrz, doświadczony piłkarz, trener Gryfa nie zapomni o klubie i przed Gryfem stoi świetlana przyszłość. Jak jest każdy widzi. Co pozostawiam bez komentarza.

Miwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *