Fatalny początek wiosny w wykonaniu naszych drużyn

Przed rozpoczęciem rundy rewanżowej, w III  – ligowej „Vinecie” Wolin oraz IV – ligowym „Gryfie” Kamień Pomorski panował jak najbardziej bardzo bojowy i optymistyczny duch. W sobotę przekonaliśmy się, że taki duch w zespołach istnieje, tyle tylko, że na papierze. Dlaczego? Okazuje się, że Wolinianie nie sprostali wcale nie za silnej ekipie KS Chwaszczyno na wyjeździe, przegrywając 1:3. Z kolei kamieńscy gryfici zostali u siebie wręcz zmiażdżeni przez, też słaby jesienią, „Rasel” Dygowo. Wynik 4:0 (1:0) dla gości mówi wszystko.

„Gryf” szybko sprowadzony na ziemię przegrał wyraźnie nie tylko z przeciwnikiem

Jeszcze przed rozpoczęciem wiosennych spotkań w kamieńskiej drużynie nie dopuszczano myśli o porażce w pierwszym spotkaniu z „Raselem” Dygowo. Mówiono, że ekipa jest teraz silniejsza niźli na jesieni. Przyszli nawet piłkarze z III ligi. Wszystko było cacy, optymistycznie, ale tylko do początku meczu, a w zasadzie do około 15 – 20 minuty pierwszej połowy.  Wtedy w istocie gryfici brylowali zaskakując gości pomysłowością, szybkością, zwrotnością. Ba, w 3 minucie nasz zespół mógł prowadzić, ale Szymon Włodarek nie wykorzystał stuprocentowej okazji do strzelenia bramki.

Z biegiem minut, mecz zaczął się wyrównywać, a w 19 minucie goście mieli szczęśliwy dla „Gryfa” słupek. Niestety „Rasel” zaczął mieć inicjatywę, którą podkreślił bramką w 33 minucie po ewidentnych błędach naszej dziurawej, niczym sito, tego dnia defensywy.

Do zakończenia pierwszej odsłony, goście inicjowali ciekawe akcje, nasi próbowali coś wskórać, ale wychodziło im to, że pożal się Boże. Wszystkie ich sporadyczne akcje kończyły się jeszcze prze polem karnym przyjezdnych.

Po przerwie było podobnie. Nasi rzucili się do odrabiania straty. Mieli nawet słupek, ale po dosłownie kilku minutach z naszych jakby zeszło powietrze i znów inicjatywa należała do „Rasela”, który jak się potem okaże, wykorzysta to bezwzględnie.

Długimi momentami z boiska wiało wręcz nudą. Nieprzemyślane, niecelne podania, brak zgrania – te aspekty przodowały tego dnia przede wszystkim w formacjach gryfitów.

Niestety przyszła fatalna dla gryfitów 69 minuta. Wtedy to nasi rzucili się na gości niemal wszystkimi siłami, zapominając o zabezpieczeniu szyków obronnych. Goście przejęli w swoim polu karnym piłkę, zorganizowali szybką kontrę. Słabo tego dnia spisujący się Dawid Sandzewicz sfaulował zawodnika gości wychodzącego na wolne pole przed naszą szesnastką. Arbiter automatycznie pokazał naszemu zawodnikowi czerwony kartonik.

Rzut wolny z około 20 metrów fantastycznie wykonał Andrzej Wojciechowski i piłka wpadła do naszej bramki w okolicy długiego rogu lobując naszego nieco zdezorientowanego bramkarza.

Gryfici jeszcze bardziej cofnęli się do obrony wietrząc swoją szansę w kontrach, które im tego dnia po prostu nie wychodziły. W 80 minucie było już 0:3, a stało się to po kolejnym błędzie, i to kardynalnym, naszej obrony.

„Rasel” w dalszym ciągu grał swoje, nasi miotali się po boisku, i w 84 minucie zrobiło się 4:0 dla gości, po świetnie wykonanym rzucie rożnym i efektownej główce jednego z rosłych zawodników przyjezdnych.

Nasi mają szczęście, że nie skończyło się na jeszcze większej kompromitacji, bowiem 2 – 3 razy od utraty gola uratował gryfitów bramkarz Filip Daroszewski.

Beznadziejnie grający „Gryf”, fatalna dyspozycja boiskowa i strzelecka nie napawają optymizmem przed kolejnymi spotkaniami. Patrzyło się na poczynania naszych piłkarzy z politowaniem. Widać było, że licznie przybyli na trybuny widzowie załamywali ręce i tylko z niedowierzaniem kręcili głowami.

Trener „Gryfitów, bardzo aktywny przez pierwsze 50 minut, potem spuścił z tonu, główkując zapewne, co by tu zmienić, uradzić, żeby nie przegrać wyżej, bo tak prawdę powiedziawszy, jak się okazuje, takim składem, a przede wszystkim poziomem gry, to „Gryf” daleko nie zajedzie.

Pod koniec spotkania doszło do incydentu w wykonaniu kamieńskich pseudokibiców, którzy odpalali race, zadymiając część boiska, wykrzykując w tym niecenzuralne zdania.

„Gryf” zagrał w składzie: F. Daroszewski – D. Karczmarski, A. Chodorowski, K. Kacperek (62’ P. Andrearczyk), D. Sandzewicz, P. Wanagiel (72’ E. Paszek), K. Wittbrodt, P. Domin, K. Kowalczyk, R. Misztal, Sz. Włodarek (82’ A. Sikora).

W najbliższą sobotę nasz zespół jedzie do rewelacji jesieni, „Jezioraka”. Ciężka wyprawa, bowiem w Szczecinie – Załomiu mało kto mówi o ewentualnej niespodziance, czyli wygranej lub remisie „Gryfa”.

„Jeziorak” będzie chciał zapewne odgryźć się na gryfitach po przegranej na inaugurację wiosny w Stargardzie z „Kluczewią”. A gryfici? Biedne kopiące futbolówkę ludki, tak słabo przy tym grające, raczej nie sprawią wszystkim niespodzianki, choć piłkarskie cuda się przecież zdarzają. Tyle tylko, żeby znowuż nie doszło jakiejś kompromitacji.

Szkoleniowiec „Gryfa” ma wielkie bóle głowy, bo tak prawdę powiedziawszy i co tu dużo mówić, w inauguracji nie trafił z obsadzeniem boiskowych stanowisk w co najmniej 2 – 3 przypadkach. Ale z drugiej strony, dysponuje on okrojoną kadrą. Cóż, początek wiosny w wykonaniu gryfitów beznadziejny, oby tylko nie był to zwiastun do czarnej wiosny kamieńskiego „Gryfa”, który niestety walczyć będzie tylko i wyłącznie o pozostanie w lidze.

Miwa

 

 

 

 

 

Jeden komentarz na temat: Fatalny początek wiosny w wykonaniu naszych drużyn

  1. lukasz88 pisze:

    Sorry ale jacy pseudokibice? Byłem na meczu i owszem odpalili race ale za ogrodzeniem czyli nie na terenie spotkania i na 100% nie wykrzykiwali nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *