18-04-2018 » Golczewo, Powiat i region

Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej – część 6 – Stefania Bartoń

Gmina Golczewo, która wchodzi w skład Powiatu Kamieńskiego, liczy niespełna 6 tysięcy mieszkańców. Wśród tych wielu obywateli, żyją ludzie urodzeni jeszcze przed II wojną światową, których jako żywo, można nazwać Pionierami Ziemi Golczewskiej. Są to ludzie, którzy przybyli w te strony tuż po wojnie światowej. Wielu z n ich ma rozliczne, wspomnienia. Te lepsze i te gorsze, niekiedy wręcz dramatyczne. Ale są do dziś i cieszą się, że żyją i mogą tutaj żyć.

Tylko ponad 90 – letnich osób żyje w Gminie Golczewo blisko 30 – tka. Niektóre z nich są już niestety schorowane, ale są też ludzie, którzy nader ochoczo opowiadają o swoim przeżytym życiu na tej dla nich kiedyś za młodu poznanej, wtedy całkiem nieznanej Ziemi. Swój los, swoje życie i dzieje, podzielili i dzielą z tą Ziemią. Na zawsze.

W jaki sposób się tutaj znaleźli? Jakim zobaczyli Golczewo (w latach 1945 – 48 zwanym Goliszewo). I jak wyglądały tutejsze okolice tuż po II wojnie światowej?

O tym i o dziejach kolejnych Pionierów tej Ziemi  w naszym cyklu, który nazwaliśmy „Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej”.

„Myślałam, że nie przeżyję obozu. A potem ten wyjazd na Zachód” – wspomina stuletnia Stefania Bartoń

Pani Stefania urodziła się bardzo dawno temu. Dla nas wielu jej wiek jest pewnego rodzaju ewenementem, bowiem przyszła na świat dokładnie 24 listopada 1918 roku w bieszczadzkim Biłgoraju. Jej rodzicami byli Józef i Magdalena. Mieszkali w niewielkiej miejscowości o nazwie Radzieńczyń. Rodzice mieli niewielkie gospodarstwo i z niego żyli. Miała brata Jana, który już niestety nie żyje.

Przed wojną skończyła nieco klas, ale jak sama mówi, do nauki nie miała większych zdolności. Tak było w Radzieńczynie i w Biłgoraju.

Kiedy rozpętała się wojna, pani Stefania miała 21 lat. Dalej mieszkała z rodzicami. W czasie II wojny światowej trafiła do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego na terenie Polski. Jak wspomina, wiele Polek i Polaków podobnie jak ją, wywieźli w tamtych tragicznych czasach do obozów, skąd większość już nie powróciła. Ona – jak mówi teraz, miała szczęście. Wielkie szczęście.

Obozowe dni były dla wszystkich bardzo trudne. Codziennie jak wspomina, kolejne partie ludzi szły do komór gazowych, do pieców krematoryjnych. Bała się, bardzo się bała, że ją też taki tragiczny los dosięgnie.

Przed zakończeniem działań wojennych obóz wyzwolili Rosjanie. Pani Stefania powróciła wówczas w rodzinne strony. Do rodziny. Tu imała się różnych prac wierząc, że nadejdą lepsze czasy, bo jak dodaje, tamte powojenne czasy nie były takie łatwe.

W połowie maja 1954 roku przyjechała z sąsiadami na tzw. Ziemie Odzyskane i trafiła do podgolczewskich Kłębów. Jak mówi, wtedy jechała w nieznane, ale z utwierdzeniem, że będzie w nowym miejscu lepsze życie, praca, o którą było trudno w jej rodzinnych stronach.

Pamięta tamto stare, powojenne Golczewo z różnych stron. Miasteczko było szare, raczej mało przyjazne, choć ludzie byli całkiem pogodni, uczynni, pomocni. Szybko odbudowywano zrujnowane domy. Powstawały nowe.

W nowym miejscu pracowała tylko i zawsze w okolicznych PGR – ach. W tym w Ronicy, które kiedyś podległe było zakładowi z Rokity. I tak aż do emerytury.

Ma trójkę dzieci: Zbigniewa, Bogumiłę i Sławomira. Dodajmy, w wieku „słusznym”. Czyli Jesieni Życia. Dodajmy jeszcze wnuków, których jest całkiem mnogo. Nie wspominając o pra – i praprawnukach.

Sto lat na karku to wspaniały wiek. Jednak pani Stefania trzyma się jakoś w zdrowiu, choć jak przyznaje, coraz bardziej szwankuje. Nigdy w życiu nie przypuszczała, że doczeka takiego pięknego wieku, który budzi ogólny szacunek i uznanie.

Mirosław Iwaszczyszyn

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *