10-04-2018 » Golczewo, Powiat i region

Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej – część 5 -Stanisław Wróbel

Gmina Golczewo, która wchodzi w skład Powiatu Kamieńskiego, liczy niespełna 6 tysięcy mieszkańców. Wśród tych wielu obywateli, żyją ludzie urodzeni jeszcze przed II wojną światową, których jako żywo, można nazwać Pionierami Ziemi Golczewskiej. Są to ludzie, którzy przybyli w te strony tuż po wojnie światowej. Wielu z n ich ma rozliczne, wspomnienia. Te lepsze i te gorsze, niekiedy wręcz dramatyczne. Ale są do dziś i cieszą się, że żyją i mogą tutaj żyć.

Tylko ponad 90 – letnich osób żyje w Gminie Golczewo blisko 30 – tka. Niektóre z nich są już niestety schorowane, ale są też ludzie, którzy nader ochoczo opowiadają o swoim przeżytym życiu na tej dla nich kiedyś za młodu poznanej, wtedy całkiem nieznanej Ziemi. Swój los, swoje życie i dzieje, podzielili i dzielą z tą Ziemią. Na zawsze.

W jaki sposób się tutaj znaleźli? Jakim zobaczyli Golczewo (w latach 1945 – 48 zwanym Goliszewo). I jak wyglądały tutejsze okolice tuż po II wojnie światowej?

O tym i o dziejach kolejnych Pionierów tej Ziemi  w naszym cyklu, który nazwaliśmy „Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej”.

 

„Trafiłem na Ziemię Golczewską tuż po wojnie za namową Ojca. I wcale tego nie żałuję.” – mówi Stanisław Wróbel

Pan Stanisław Wróbel, wieloletni mieszkaniec podgolczewskiego Kretlewa (trasa Golczewo – Wysoka Kamieńska), urodził się 16 października 1927 roku w wieloletniej rodzinie, w małej miejscowości o nazwie Nowe Miedze w gminie Rososzyce w powiecie sieradzkim. Jego rodzicami byli Józef i Marianna. Miał dwójkę sióstr i dwójkę braci. Są to: Janina (ur. 1919), Józef (1923), Anna (1925) oraz najmłodszy, Eugeniusz, który urodził się w 1931 roku.

Ojciec pana Stanisława był przed wojną kamieniarzem, który w trudnych warunkach przygotowywał kamienie pod budowę dróg czy na fundamenty. Jego mama zajmowała się przede wszystkim gospodarstwem i wychowywaniem dzieci. Zmarła podczas wojny, w 1940 roku.

Przed wojną pan Stanisław skończył pięć klas przedwojennej Szkoły Powszechnej. Podczas wojny pracował u Niemca, u którego też mieszkał. Jak dodaje, kiedy nastała wojna, rodzeństwo rozpierzchło się po świecie. Tylko ona trzymał się w miarę przy rodzinie. Miał też okazję budować okopy w okolicy Sieradza.

Po różnych wojennych przygodach trafił jeszcze podczas wojny do swego wuja do miejscowości Pietrachy, która leży koło Sieradza, gdzie pracował u niego na roli, także na  gospodarstwie. Tak było aż do zakończenia wojny.

Ojciec pana Stanisława po wojnie chciał koniecznie jechać na Zachód, na ziemie nieznane, tzw. Odzyskane. Zapytał Stanisława czy chce z nim jechać, bo ponoć czekają tam na nich wolne i opustoszałe gospodarstwa. Zgodził się, bo sam był ciekaw, gdzie pojadą, gdzie trafią. A jechali w ciemno, w nieznane. I jak przyznaje dziś, to go w dużej mierze nakręcało, była to taka niezła dawka adrenaliny przy tym.

Był wrzesień 1945. Wsiedli z wieloma innymi repatriantami do pociągu, po czym po długiej, bardzo nużącej się podróży dojechali najpierw do Płot, potem do Wysokiej Kamieńskiej. Następnie pieszo poszli do Kozielic, gdzie był Urząd Gminy. Zameldowali się, a następnie zaczęli oglądać się i szukać miejsca dla siebie. W golczewskim PUR – ze dostali chleb, a także pół tony żyta na zasiew. Ojciec dostał od UNR- y konia. Ten bardzo przydał się do pracy w polu.

Ostatecznie wybór padł na zamieszkanie w małym Kretlewie, gdzie osiedlili się wraz ze Stanisławem Parzybutem. Był październik 1945 roku. Byli tu sami w dużej liczbie Rosjanie, którzy pilnowali około 2,5 tys. jeńców niemieckich, którzy mieszkali w czworakach w pobliskim Gadomiu, a kuchnię mieli również w Kretlewie. Niemcy pracowali dla Rosjan w polu.

Pan Stanisław przyjął się do pracy najpierw na kolei. Między innymi odbudowywał tuż po wojnie linię kolejową Wysoka Kamieńska – Kamień Pomorski. Potem został energetykiem, a od 1962 roku prowadził również gospodarkę, kiedy zakupił wraz z żoną niespełna 6 hektarów ziemi.

Ożenił się w maju roku 1948 z panią Wacławą (z domu Pruchańska) pochodzącą z okolic Piotrkowa Trybunalskiego. I wtenczas na pięć lat przenieśli się do Golczewa, potem do Wolina, bowiem związane było to z jego pracą w energetyce.

Doczekali trójki dzieci: dziś już nieżyjącą córkę Janinę, która urodziła się w 1949 roku, także Alicję (ur. 1953) oraz Józefa (ur.1957). Mają czwórkę wnuków oraz czterech prawnuków.

Jak wspomina, Golczewo było sennym, szarym, nieco zniszczonym miasteczkiem, gdzie tuż po wojnie funkcjonował m.in. młyn, tartak, był szewc, dwóch kowali. Była również jedna restauracja, jeden sklep spożywczy. Po czasie zaczęło funkcjonować kino o nazwie „Orzeł”, które działało w miejscu dzisiejszego GOKiS – u.

Jak wspomina, ludzie byli dla siebie życzliwi, przyjaźni, pomocni sobie. „Pamiętam, że często organizowane były zabawy na które się chodziło. Było zawsze wesoło, śpiewnie. Fajnie to wówczas było, choć samo życie nie było już takie różowe.” – wspomina pan Stanisław.

Dziś wiekowy pan Stanisław w dalszym ciągu mieszka w Kretlewie (najstarszy jego mieszkaniec) w towarzystwie córki Alicji i zięcia Wiesława. I jak podkreśla, nie narzeka na swój wcale nie łatwy dotąd los.

„Widać tak musiało być z tym moim życiem. Losy wojenne były takie, że i ja, i ktoś z rodziny mógł jej nie przeżyć. Stało się na szczęście dla mnie i bliskich inaczej. Doczekałem życia w całkiem nowym, wówczas nieznanym miejscu. Tu doczekałem z żoną swoich dzieci, potem wnuków i prawnuków. Mimo tego, że to tu to tam mnie boli czy pobolewa, jestem w gruncie rzeczy szczęśliwy. A życie trzeba było brać takim jakim ono było i je sięgać i brać je takie jakim ono jest. W tej materii my sami nie mamy zbyt wiele do powiedzenia i większego wpływu.” – podsumowuje pan Stanisław.

Mirosław Iwaszczyszyn

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *