20-03-2018 » Golczewo, Powiat i region

Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej – część 4

Gmina Golczewo, która wchodzi w skład Powiatu Kamieńskiego, liczy niespełna 6 tysięcy mieszkańców. Wśród tych wielu obywateli, żyją ludzie urodzeni jeszcze przed II wojną światową, których jako żywo, można nazwać Pionierami Ziemi Golczewskiej. Są to ludzie, którzy przybyli w te strony tuż po wojnie światowej. Wielu z n ich ma rozliczne, wspomnienia. Te lepsze i te gorsze, niekiedy wręcz dramatyczne. Ale są do dziś i cieszą się, że żyją i mogą tutaj żyć.

Tylko ponad 90 – letnich osób żyje w Gminie Golczewo blisko 30 – tka. Niektóre z nich są już niestety schorowane, ale są też ludzie, którzy nader ochoczo opowiadają o swoim przeżytym życiu na tej dla nich kiedyś za młodu poznanej, wtedy całkiem nieznanej Ziemi. Swój los, swoje życie i dzieje, podzielili i dzielą z tą Ziemią. Na zawsze.

W jaki sposób się tutaj znaleźli? Jakim zobaczyli Golczewo (w latach 1945 – 48 zwanym Goliszewo). I jak wyglądały tutejsze okolice tuż po II wojnie światowej?

O tym i o dziejach kolejnych Pionierów tej Ziemi  w naszym cyklu, który nazwaliśmy „Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej”.

Powojenny przyjazd do Golczewa, wtedy w całkiem nieznane strony, z perspektywy czasu wydaje się słuszną decyzją – opowiada pani Stefania Przychodzeń

Stefania Przychodzeń, z domu Truchel, urodziła się 5 marca 1922 roku w Żabikowie, gmina Sumowo, zaledwie 9 kilometrów od Zambrowa. Jej rodzicami byli Paweł i Julianna, którzy przed wojną prowadzili i gospodarowali na nie dużym gospodarstwie rolnym. Jej rodzeństwo to: Helena (ur. 1926), Maria, Anna, Janina (ur. 1933) oraz najmłodszy, Stanisław.

Pani Stefania ukończyła przed II wojną światową pięć klas szkoły powszechnej, zwykle dochodząc na piechotę do szkoły w Szumowie, w co dziś młodym trudno byłoby wytłumaczyć.

Czasy wojny nie kojarzą się jej najlepiej, choć w gruncie rzeczy, była szczęśliwa, że rodzinie udało się ominąć tragiczne chwile straty bliskich, takich jakich zaznały tysiące innych polskich rodzin.

Dość szybko, bo 15 kwietnia 1942 roku, wzięła w Szumowie ślub, a jej wybrankiem był pan Henryk Przychodzeń, który pochodził z Nowego Borku, leżącego pięć kilometrów od Żabikowa. Młodzi małżonkowie zamieszkali w tej właśnie niewielkiej miejscowości.

W styczniu 1943 roku urodziła im się córka, której nadali imię Irena. Z kolei w sierpniu 1945 r. przyszła na świat Zdzisława.

Na początku 1946 roku rozpoczęli przemieszczenie się na tzw. Ziemie Odzyskane. Trafili do Golczewa, wówczas zwanego przez krótki czas, Goliszewem. Wcześniej do tego miejsca przyjechała jej starsza siostra, Helena, która osiedliła się tutaj wychodząc za mąż za osadnika wojskowego.

Jak wspomina pani Stefania, podróż, która rozpoczęła się któregoś całkiem ładnego poranka, jeśli ją można tak nazwać, to jazda z długimi nużącymi przerwami, starymi, zdezolowanymi, bydlęcymi wagonami. Najpierw trafili do Poznania, gdzie koczowali w wagonach przez dwa tygodnie.

Kiedy byli już u w Golczewie, wprowadzili się do wspomnianej siostry Heleny i jej męża, Jan Sienickiego, a po pewnym czasie przenieśli się niedaleko do domu rodziny Jana Ksenia, osadnika wojskowego, którzy po jakimś czasie wyprowadzili się w inne miejsce w Golczewie. Państwo Przychodzeń pozostali na swoim sami.

Pani Stefania ukończyła po wojnie dwie klasy szkolne, dokańczając tym samym podstawowe wykształcenie. Jej mąż pracował po przyjeździe do Golczewa w lesie, a potem na kolei. Po pracy była nie łatwa robota w polu, bowiem państwo Przychodzień mieli nieco pola (7 ha, potem 11 ha) w okolicy swego gospodarstwa i domu.

Jak wspomina nasza bohaterka, Golczewo było tuż po wojnie niewielką, cichą miejscowością. Nieco zniszczoną przez wojnę, ale mieszkańcy dość szybko zabrali się za odgruzowywanie i odbudowywanie kolejnych domów. Wiele istniejących domostw było wybudowanych na wzór muru pruskiego. Jak mówi, Golczewo nie przypadło jej na początku do gustu, bowiem było to senne, ponure miejsce, ale co istotne i bardzo ważne, byli tu gościnni mieszkańcy.

Kiedy była jakaś większa akcja, jak choćby żniwa, wszyscy wszystkim – i to bezinteresownie, pomagali. A potem było radowanie się również fajnymi tanecznymi, wcale nie rzadkimi zabawami, które w istocie integrowały lokalną społeczność.

Jak pamięta, z historycznego punktu widzenia, a zarazem jest faktem ciekawym, to to, że w 1963 roku Państwo Przychodzień mieli w Golczewie jako siódma rodzina, samochód. I to auto z prawdziwego zdarzenia. Jakaż wtedy to była radość i duma zarazem. Mieć w tamtych czasach samochód, był uznawany raczej za luksus niż potrzebę.

Po córkach urodzonych w wojennych czasach, Irenie i Zdzisławie, w 1947 roku na świat przyszedł syn, Jan. Potem był jeszcze Henryk (ur. 1948), Halina (1952) oraz najmłodszy, Bogdan (1956).

Pani Stefania była bardzo aktywną kobietą, która przede wszystkim zajmowała się wychowywaniem dzieci i pracą w gospodarstwie, bardzo lubiła pracować społecznie. Była też członkinią Koła Gospodyń Wiejskich. Przez jakiś czas była nawet jego przewodniczącą.

Mąż pani Stefanii pracował zawodowo i na roli przez wiele lat, przechodząc potem na zasłużoną emeryturę. Zmarł niespodziewanie w roku 1993.

Państwo Przychodzień doczekali 12 wnucząt. Dziś też jest dziewięcioro prawnucząt.

Pani Stefania, choć jak sama mówi, wiek ma całkiem słuszny i nieco narzeka na swoje zdrowie, nie żałuje swego przebytego życia. „Nie raz było ciężko, a nawet bardzo ciężko. Nie raz przeżywałam chwile załamania. Jednak ze wszystkiego jakoś wychodziłam i wychodziliśmy wraz z mężem.

Cieszy mnie, że moje dzieci wyszły na ludzi, że cieszą się zdrowiem pomyślnością. To mnie podtrzymuje na zdrowiu i duchu. I wcale nie wybieram się gdzieś w zaświaty tak szybko. Rodzina opiekuje się mną z całych sił. Doceniam to. Są oni wszyscy dla mnie wielkim skarbem. A przyjazd i żywot tu na Ziemi Golczewskiej jest też dla mnie czymś ważnym i niezwykłym. I wcale nie żałuję, że wówczas, w 1946 roku, podjęliśmy z mężem decyzję o przyjeździe do Golczewa.

Dodam, że z perspektywy czasu, Golczewo naprawdę wypiękniało, nawet nieco się rozrosło i rozbudowało. Choć w dużej mierze ludzie się już powymieniali, jest tu jakaś zażyłość, życzliwość, uśmiech i współdziałanie. To ważne. Ważne także dla  mnie.” – przyznaje z niekłamanym wzruszeniem pani Stefania.

Mirosław Iwaszczyszyn

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *