18-10-2019 » Powiat i region

„Przy Tobie nie wiem, na czym stoję..!”

Mili Czytelnicy Echa Kamienia Pomorskiego!

Zapraszam Państwa do cyklu spotkań z psychologią!

Mam szczerą nadzieję, iż dostarczę Państwu wielu wrażeń – zarówno poznawczych,

jak i emocjonalnych.

O czym będę pisać?

O życiu. Z perspektywy wiedzy i nauki psychologicznej, oczywiście.

Zapraszam, Alicja Inoue

„Przy Tobie nie wiem, na czym stoję..!”

  • Wiedziałam, że tak będzie! Na ciebie nie można liczyć! – wykrzyczała pewna pani do pewnego pana, który po raz n-ty nie wywiązał się z powierzonego mu zadania.
  • Daj spokój, po co to przeżywasz, tylko się nakręcasz! Czepiasz się, ehh, wszystkie jesteście takie same! – skomentował zniecierpliwiony mąż zachowanie swej żony, po czym ignorował ją przez cały wieczór.

Jak się mogą czuć osoby z powyższego dialogu? Czego każde z nich potrzebuje? Dogadają się?

Uczucia są przejawem życia. Pełnią istotną funkcję; sygnalizują nam zaspokojenie bądź nie-zaspokojenie naszych potrzeb. Tym oto z pozoru zrozumiałym zdaniem wstąpiliśmy na arenę zagadnień psychologicznych i do strefy Psyche. Ilu z nas ma rzetelny wgląd w swoje uczucia i potrzeby, potrafi je rozpoznać, nazwać, wyłonić, pobyć z nimi, a do tego powierzyć się z ufnością drugiemu człowiekowi?

Jesteśmy ekspertami w dostrzeganiu i staraniach zaspokajania potrzeb fizycznych, namacalnych (np.: boli ząb – idziemy do dentysty, jest nam zimno – zakładamy sweter), wyrażania troski wobec naszych bliskich (np.: podając obiad, prosząc: ubierz czapkę, weź tabletkę), przy jednoczesnym ignorowaniu wewnętrznych, niewidzialnych potrzeb i bolączek.

Uczucia i sygnały płynące z ciała traktujemy poważnie. Angażujemy mnóstwo energii i zasobów naszego umysłu, by nasze ciała były sprawne, nakarmione, ubrane, działały efektywnie, prezentowały się atrakcyjnie, służyły nam możliwie najlepiej. Często poświęcamy najcenniejsze lata naszego życia, by gromadzić dobra materialne, mające nadać naszej tożsamości nieco blichtru i sprawić, że poczujemy się bezpiecznie (co jest iluzją).

Znacznie gorzej to wygląda, jeśli chodzi o potrzeby Psyche. Niewiele czasu i przestrzeni dajemy sobie i innym, aby móc spokojnie, bez pośpiechu porozmawiać o uczuciach.  Gdy boli psychika, jesteśmy ekspertami w… lekceważeniu własnych stanów emocjonalnych i uczuć ludzi żyjących wokół nas. Długie lata potrafimy być głusi i ślepi na niezaspokojone potrzeby „ducha”. Stosujemy więc mechanizmy obronne (poruszę wkrótce ten ciekawy wątek), stajemy się podatni na manipulację (np.: w reklamie, polityce, odnoszących się do emocji lęku, wstrętu, gniewu, dumy itd…), a w gorszych przypadkach zapadamy na choroby psychosomatyczne, uzależniamy się od alkoholu, gier komputerowych, czasem pracujemy lub konsumujemy ponad miarę. Nie będę Państwa raczyć statystykami czy danymi GUS (a przynajmniej nie dziś), ale zapewniam – są niepokojące. Jestem przekonana, że nowym wyzwaniem dla nas wszystkich będzie odejście od wskaźnika PKB jako miary dla oceny dobrostanu społeczeństwa, a poszukanie lepszych rozwiązań. Bo co z tego, że mamy nowe drogi, chodniki, place zabaw, technologie i zmodernizowane urzędy, jeśli nie czujemy się bezpiecznie wystawiając nos z własnego domu, a kłócimy się, nienawidzimy, jesteśmy nieufni i ostrożni. Klniemy na polityków, zazdrościmy sąsiadom, żyjemy w pośpiechu i niepewności, jednocześnie deklarując zadowolenie i szczęście. Jasne, doświadczamy mnóstwa dobrych i radosnych chwil, spokoju i bliskości, mamy pasje i marzenia, bywamy kreatywni i ciekawi świata. To jest piękne! Czy będzie nam jednak kiedyś dane, by lęku, stresu czy złości doświadczać od święta, a na co dzień czuć się błogo, radośnie, z otwartymi ramionami widać każdy dzień? Nie! Nic nam nie będzie dane, jeśli sami sobie takiego środowiska wspólnie nie stworzymy, mozolną pracą wielu umysłów, serc i rąk. Ah, tutaj ponownie zawracamy w słabo poznaną uliczkę Psyche, gdyż cały ten sukces współpracy i odpowiedzialności zależy od kompetencji ściśle powiązanych z obszarem emocji pojedynczego człowieka.

Język uczuć jest dla wielu z nas nowym językiem, którego nie mieliśmy okazji szlifować w szkole, w domu. Na co dzień podejmujemy nieudolne próby zakomunikowania naszych emocji i potrzeb. Dlaczego nieudolne? Dlatego, że to, co wychodzi na powierzchnię, to zazwyczaj oceny, osądy, interpretacje, diagnozy, porównania, racjonalizacje, przerzucanie odpowiedzialności na coś/na kogoś, wyolbrzymienia, zaś w momentach eskalacji uciekamy się do werbalnej agresji (albo gorzej!), eksplozji wyzwisk i dalece irracjonalnych wniosków i etykiet. Bronimy się, nie mając często pojęcia, o co właściwie i z kim toczymy walkę; byle nie przegrać, byle dać radę, byle było po naszemu. Raczkujemy w świecie uczuć – to widać i słychać; w naszych domach, na jezdniach, w polityce, w jakości mass-mediów i w biznesie. Pragnienie omnipotencji spotyka się z  tęsknotą, by być zrozumianym, bezwarunkowo zaakceptowanym, dostrzeżonym, usłyszanym, pokochanym – bo o to przecież w całej bitwie chodzi… W obliczu tych fundamentalnych potrzeb, jesteśmy wyjątkowo nieporadni, w dużej mierze zależni od reakcji i zachowania innych. Jesteśmy istotami społecznymi. No i tu się pojawia problem; wyparcie. Nie chcemy uznać własnej bezradności, współzależności. Wolimy czuć, że mamy rację (o zjawisku zwanym błąd konfirmacji napiszę wkrótce) i kontrolę (co jest kolejną oczywistą iluzją). To, co nasze, to zaledwie mały wpływ, dość ograniczony przez wiele czynników, zarówno zewnętrznych (normy społeczne, przepisy prawne, prawa biologii i fizyki), jak i wewnętrznych (nasze zasoby i deficyty, funkcja mózgu, ograniczenia percepcyjne). Jako gatunek mamy bardzo podobne potrzeby i pragnienia, niezależnie od miejsca zamieszkania. Jesteśmy zaradni i nieporadni, silni i słabi, smutni i pogodni, starzejemy się, chorujemy, umieramy. Taki nasz los. Czy taki punkt wyjścia może stanowić dobry fundament do rozwoju siły i dojrzałości psychicznej, w sposób pełniejszy, bardziej autentyczny i świadomy..?

Teraz powyższy dialog pewnej pani i pana przełóżmy na język uczuć. Jak mógłby brzmieć? Czy szansa na dogadanie się mogłaby wzrosnąć?

  • Czuję się zawiedziona… Jest mi tak smutno, że nie wiem, co robić… Boję się tego, że nie będę umiała ci zaufać ponownie… Nie pierwszy raz czuję się zaniedbana, a każdy kolejny raz boli mocniej… Brakuje mi już siły… Co my w tej sytuacji zrobimy?
  • Czuję takie zażenowanie i wstyd, gdy mi przypominasz, że znów cię zawiodłem, że mam ochotę uciec od ciebie do innego pokoju. Jestem wściekły na samego siebie. Nie mogę udźwignąć tego, gdy widzę cię taką smutną. Nie mam pojęcia, co teraz zrobimy… Na razie nie umiem racjonalnie myśleć…

Czy się dogadali..? Czy pani przestała krzyczeć, a pan rzetelniej podchodził do realizacji powierzonych mu zadań? Nie wiemy… Ale w sercach na pewno znaleźli się bliżej siebie…

 Alicja Inoue

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *