27-10-2017 » Powiat i region, Sport

Odwróć tabelę, „Pogoń” w Lotto Ekstraklasie na czele!

Dopiero co rozpoczęła się dzisiaj 14. kolejka Ekstraklasy, a już wiadomo, że w dalszym ciągu na samym końcu znajduje się szczecińska „Pogoń”, która przeżywa od pewnego czasu ogromny kryzys. Dziś Portowcy nie dali rady wywalczyć choćby punktu w starciu we Wrocławiu z innym słabeuszem, „Śląskiem” przegrywając 0:3 (0:2). W porównaniu do „Pogoni”, wrocławianie są w o wiele lepszej sytuacji, bowiem nad naszą Dumą Pomorza mają teraz aż jedenaście punktów przewagi. Szczecinianie mają ledwie 9. punktów, po dwóch wyjazdowych wygranych i trzech remisach. Bilans bramkowy katastrofalny, bo 11 – 23.

W klubie, w samym zespole prowadzonym przez doświadczonego szkoleniowca, jakim jest na pewno Maciej Skorża, panuje beznadziejna atmosfera, co udziela się piłkarzom na boisku. W „Pogoni” nie ma kto strzelać bramek. Owszem nasi wypracowują jakieś sytuacje strzeleckie, jak choćby przeciwko „Śląskowi”, wręcz znakomite, takie stuprocentowe, skoro brakuje tej przysłowiowej kropki nad „I”. Brakuje rasowego napastnika.

W przyszłym roku „Pogoń” będzie obchodzić 70 – lecie zaistnienia na krajowej arenie, także piłkarskiej. Wodzowie i włodarze klubu twierdzą, że nie będzie tak źle. Że „Pogoń” swe urodziny jednak świętować będzie w ekstraklasie. Na razie nic na to nie wskazuje, bo jest gorzej i coraz gorzej.

Zespół nie wygrał ekstraklasowego meczu od ponad dwóch miesięcy i liczy z przygryzaniem paznokci dosłownie każdy punkcik, który zdobywa niestety bardzo sporadycznie.

Po świetnym wygranym wysoko meczu u siebie w ramach Pucharu Polski z „Lechem” Poznań, wydawało się, że wszystko idzie ku dobremu. Nic z tych rzeczy. Portowców niestety nie ma już w Pucharze Polski. A do tego ciągła słabość w Ekstraklasie. Nic dodać, nic ująć.

Kibice powoli odwracają się (niestety) od zespołu, co przysparza kolejnych niepotrzebnych napięć, które wcale nie pomogą w przyszłości tej najbliższej i dalszej, zespołowi, który pewnie doskonale wie, w którym miejscu się znajduje.

Wiadomo, że bez formy jest filar środka, doświadczony Rafał Murawski, zmieniony dziś w meczu we Wrocławiu. Bez formy są też, obrońca, Sebastian Rudol,  który, co przykro stwierdzić, systematycznie obniża loty. Czy też rumuński inny obrońca, Kornel Rupa, który fatalnie zawalił dziś stratę pierwszego gola. Zresztą, duży udział przy drugim trafieniu Marcina Robaka miał S. Rudol, który chyba nie miał pojęcia, jak się zachować przed swoim polem karnym.

A propos M. Robaka. Ten właśnie piłkarz był swego czasu napastnikiem szczecińskie jedenastki, a było to w latach 2013 – 15. Wtedy, w 49. spotkaniach strzelił  aż 33 bramki dla Portowców. Dziś pogrążył swą byłą drużynę dwoma trafieniami. I to bardzo. Trzeciego gola dla „Śląska” zdobył w 67 minucie Arkadiusz Piech. I było po meczu. To ósmy przegrany mecz Portowców bez strzelenia choćby jednej bramki. O zgrozo!

Do tego wszystkiego trzeba dodać fatalny, wręcz katastrofalny krótki występ napastnika, a raczej pseudo – napastnika „Pogoni”, Łukasza Zwolińskiego, który wszedł w końcówce spotkania we Wrocławiu, nic nie pokazując. Aha – załapał najpierw żółty kartonik, potem drugi. I w efekcie zobaczył czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko.

„Pogoni” utrapieniem jest brak rasowego napastnika. Choćby takiego jak Marcin Robak. Sam Adam Frączczak nie wystarczy. Ł. Zwoliński nie jest nim nawet w kilkunastu procentach. W przerwie zimowej, a może wcześniej, szefowie klubu muszą poważnie oglądnąć się za wzmocnieniami, bo w przeciwnym razie, katastrofa i spadek z Ekstraklasy murowany.

Dodać trzeba, że na słowa pochwały wśród szczecinian w meczu we Wrocławiu zasłużyli jedynie Portugalczyk, urodzony w Johannesburgu, Ricardo Nunes (gra w „Pogoni” od 2014 r.) oraz Kamil Drygas (w szczecińskim zespole od 2016 r.), którego zmienił nie wiedzieć czemu, Ł. Zwoliński. Ale to żadna pociecha.

Miwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *