22-12-2019 » Powiat i region

Magia świąt, to zwykle czas domowych porządków i magii zakupów

Święta Bożego Narodzenia, które określane są przez nas jako najbardziej rodzinne zew wszystkich świąt, zbliżają się coraz szybciej i szybciej. Raptem pozostało do nich kilkanaście dni. Nic zatem dziwnego, że jest to czas wzmożonej  bieganiny, lataniny za dosłownie wszystkim. Praca, dom – dom, praca, wielkie domowe sprzątania, no i oczywiście nawet przesadne, ale to wręcz ogromne zakupy.

Wariactwo zakupowe – jak to bywa z na tury co roku zresztą, ogarnia dosłownie wszystkich Polaków. Ale tak dla usprawiedliwienia nas, tak się dzieje bodajże na całym bożym świecie. To chyba odwieczna homo sapiens „tradycja”. Tradycja kupowania i taszczenia ogromu zakupów w wielkie kosze na kółkach, snując się między kolejnymi sklepowymi półkami, by wypatrzeć może coś jeszcze. I taj jeszcze? A potem następuje długie (nie)cierpliwe czekanie w ogonku do kasy.

Eksperci przewidują, że na tegoroczne świąteczne zakupy Polacy wydadzą co najmniej 23 miliardy złotych! W ubiegłym roku było to o jakiś miliardzik mniej.  Średnio polska rodzina przeznacza na zakupy świąteczne od 1.950 do nawet 2.200 złotych. I co istotne, z każdym rokiem ta cyfra się zwiększa.

Niewątpliwie, nasza magia kupowania to odwieczna słabość i bolączka rodaków, którzy prześcigają się w kupowaniu wszystkiego. Oczywiście najlepiej w promocyjnych cenach, które w tym przedświątecznym okresie, przede wszystkim wiele marketów oferuje.

Według statystyk, z każdym rokiem Polacy zarabiają więcej. Uśredniona kwota, która wynosi ponad 4,5 tys. złotych na pracującego Polaka. Nie odzwierciedla to jednak prawdziwego stanu finansowego naszych rodaków, bowiem wiele rodzin żyje na granicy zwykłej normalności, nawet w ubóstwie. O czym jednak się zwykle w mediach i przechwałkach „Warszawki” się przemilcza.

A jednak, w myśl naszego, rodzimego porzekadła, które brzmi: „Polaku zastaw się, postaw się” – świąteczne zakupy działają niemalże magicznie, czym od wielu lat zaskakujemy i zadziwiamy przede wszystkim cudzoziemców i… nas samych.

Kiedy przed 30. laty przechodziliśmy wielki kryzys gospodarczy, były kartki, a w sklepach nie było dosłownie niczego. Chyba że było ocet czy buty tylko i wyłącznie dla… umarlaków. Wtedy, gdy ktoś do kogoś przyjechał w gości, stół zwykle był zastawiony wszelkimi dobrami. Nikt nikogo tudzież nie pytał, skąd to i jak to, że tyle tego na stole? A już cudzoziemcy przeto zachodzili w głowę określając Polaków ludźmi zaradnymi, gościnnymi i nieobliczalnymi.

Dziś w sklepach półki dosłownie uginają się od ilości i wręcz nadmiaru wszelakich towarów. Jednak jest tak, że najzwyklejszy zjadacz chleba, kupuje, i owszem, ale tam gdzie taniej, gdzie są promocje, które częstokroć promocjami są tylko z nazwy.

No chyba, że jest taki czas jak teraz. Czas przedświąteczny, kiedy nikt w zasadzie specjalnie nie kalkuluje. I kupuje, kupuje, kupuje…. Jak to bywa, bez umiaru.

A zatem miłego kupowania, cierpliwego odstania swego w ogonku. I tak aby do świąt, do nowego roku, a pop nim powrotu do zwykłości i codziennej nie tylko szarości.

Miwa

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *