29-06-2017 » Powiat i region

30 czerwca 1986 r. Polska zadłużona była na ponad 31 mld dolarów. A jak to wygląda teraz?

No właśnie. Kiedy za I sekretarza PZPR, Edwarda Gierka, na początku lat 70 – tych poprzedniego stulecia, Polska zaciągnęła pożyczkę, kredyt dolarowy, mówiło się o tym nazbyt wiele. Niewątpliwie pod nosem wówczas wszechmocnej Moskwy był to ruch bez precedensu. Jeszcze 31 grudnia 1970 roku zadłużenie Polski wobec krajów kapitalistycznych wynosiło 1,1 mld USD (6,4 mld w 2011 USD). W tamtych latach gospodarka ruszyła jak pamiętają starsi, z przysłowiowego kopyta. I budowało się, i robiło całkiem sporo.

W roku 1973 stan zadłużenia w walutach wymienialnych przekroczył ówczesny poziom rocznych wpływów z eksportu w tych walutach. W 1975 roku stopień obciążenia wpływów z eksportu obsługą długów, w obrotach z krajami kapitalistycznymi osiągnął poziom 32%. Przekroczona została granica struktury zadłużenia: szybciej rosło zadłużenie z tytułu kredytów krótkoterminowych, którymi łatano dziury w spłatach – w szczytowym roku 1976 relacja zadłużenia krótkoterminowego do wpływów z eksportu wyniosła ponad 46% a całkowite zadłużenie wynosiło 8,4 mld USD.

W 1980 r. zadłużenie zagraniczne w walutach wymienialnych osiągnęło poziom 24,1 mld USD (66,3 mld w roku  2011 USD), a wymagalne płatności z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego na rok 1981 wynosiły 10,9 mld USD (4,4 mld USD – spłata kredytów, 3,1 mld USD spłata kredytów bankowych; 2,6 mld USD – odsetki, 0,8 mld USD – sfinansowanie deficytu obrotów bieżących), podczas gdy wartość całego eksportu do krajów kapitalistycznych miała wynieść 8,5 mld USD.

Według szacunkowych danych, tylko 20% otrzymywanych w latach siedemdziesiątych kredytów przeznaczono na finansowanie inwestycji i wzrostu mocy wytwórczych. Główną ich część (ok. 65%) wykorzystano na import surowców i materiałów do produkcji. Reszta (ok. 15%) sfinansowała zakup artykułów konsumpcyjnych, przede wszystkim produktów rolnych, gdyż krajowa produkcja żywności nie nadążała za wzrostem konsumpcji

Odszedł na początku lat osiemdziesiątych minionego stulecia E. Gierek, a dług, jaki był, taki był, i pozostał.

W 1981 roku rząd gen. Jaruzelskiego poinformował Klub Paryski o wstrzymaniu spłat zadłużenia zagranicznego w wysokości 25,5 miliardów USD (w 2012 roku ok. 64,92 miliardów dolarów) oraz 3,1 miliardów rubli transferowych (ok. 2,5 miliarda USD) z powodu niewypłacalności PRL.

A dziś? Jak to wygląda z tym naszym, polskim zadłużeniem? Warto przy tym wspomnieć, że od 2014 roku korzystamy bardzo mocno z funduszy Unii Europejskiej. Otrzymujemy najwięcej dziesiątków miliardów euro ze wszystkich krajów UE. A okazuje się, że na początku stycznia dług publiczny Polski przekroczył na polskie, bilion złotych! To jest tysiąc miliardów! Niebagatelne, ale prawdziwe. I tu trzeba oświecić polskie społeczeństwo, że aby spłacić ten cały potężny dług, każdy obywatel powinien w tym momencie przekazać do budżetu… 26 338 zł. Począwszy od niemowlaka do najstarszego mieszkańca Polski.

Dla porównania, słynna „dziura Bauca” z 2001 roku miała 32,4 mld zł, czyli 17 mld zł więcej niż zapisano wtedy w ustawie budżetowej. Minister straszył wówczas, że w 2002 roku deficyt może dojść do poziomu 60 mld zł. A obecnie okazuje się, że prawie taka sama kwota w ogóle nie przeraża rządzących.

Deficyt roczny to jedno. Od dotychczasowego długu mniej więcej z każdą sekundą zadłużenie rośnie o 1 731 zł. W efekcie na koniec tego roku może wzrosnąć o kolejne ponad 50 mld zł.

Zupełnie innym ciężarem jest 10 mld euro długu dla gospodarki niemieckiej (122 euro na mieszkańca do spłaty) i gospodarki estońskiej (7 692 euro na mieszkańca, a przy tym, znacznie niższych płacach).

Polska jest jednym z niewielu krajów, które spełniają wymogi Unii Europejskiej w zakresie długu do PKB. Dopuszczalnym progiem jest zadłużenie na poziomie 60 proc. Wskaźnik dla naszego kraju wynosi 53,8 proc. Dla porównania, będąca dla nas często wzorem, niemiecka gospodarka jest zadłużona na ponad 70 proc. W Wielkiej Brytanii wskaźnik oscyluje w okolicach 90 proc., podobnie jak średnia w całej strefie euro. W Stanach Zjednoczonych, we Włoszech czy Japonii już od dawna liczby są trzycyfrowe.

Dane prezentowane przez Ministerstwo Finansów robią wrażenie. Pokazują, że sytuacja finansów publicznych jest niepokojąca, a państwo funkcjonuje na kredyt. Jest to jednak tylko czubek góry lodowej. Oficjalne dane nie uwzględniają tzw. długu ukrytego, który według FOR jest trzykrotnie wyższy i wynosi 3 bln 246 mld 275 mln zł. Łącznie więc nasze zadłużenie przekracza grubo ponad 4 biliony złotych, co oznaczałoby, że w porównaniu do PKB, przekracza 200 procent.

Co to jest dług ukryty? To między innymi zobowiązania państwa do przyszłych płatności. W przypadku Polski przede wszystkim chodzi o nabyte prawa do świadczeń emerytalno – rentowych. FOR ostrzegał ostatnio, że w przypadku obniżenia wieku emerytalnego i podniesienia wypłacanych minimalnych świadczeń, dług będzie rósł jeszcze bardziej.

Koszty obsługi ukrytego długu publicznego, czyli wypłata wcześniej przyznanych świadczeń, były jednym z czynników, które wydatnie przyczyniły się do problemów m.in. Portugalii, Grecji czy bankructwa amerykańskiego miasta Detroit.

Na podstawie materiałów internetowych Miwa

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *