Z widokiem na dwie skrajności!

Wiosną pachnie już przepięknie, która to staje się coraz bardziej bujniejsza i zielona. W samym Kamieniu Pomorskim pojawia się coraz więcej turystów spragnionych zobaczenia ciekawej architektury (nie wszędzie oczywiście), licznych zabytków z Katedrą na czele, wspaniałej Mariny, i by podziwiać wspaniały widok na Zalew Kamieński. Spacer w słońcu nabrzeżami nad Zalewem jest czymś relaksacyjnym, upojnym i urokliwym zarazem.

Wpływ wody daje zwykle poczucie błogości, relaksu i odpoczynku. Jednak kto ma ochotę iść od strony Mariny w kierunku nieczynnego od wielu lat strzelistego elewatora (najwyższy obiekt w Kamieniu Pomorskim. – przyp. red.), natknie się na coś co jeszcze kilka lat temu przypominało w dużej mierze średniowieczne machiny oblężnicze.

Swego czasu, a było to któregoś pięknego lata, otwarto to miejsce z wielką pompą, i z czasem – zapomniano. Teraz stoją, straszą, wręcz odstraszają, i przy tym niszczeją. Zbudowane kilka lat temu repliki wyglądają jakby naprawdę pochodziły z bardzo dawnej epoki, przypominając swym wyglądem „najoryginalniejsze” oryginały z dawnych średniowiecznych czasów. I pomyśleć, że mają zaledwie… kilka krótkich lat.

Kwestią czasu jest to, że nie pozostanie po nich śladu, ponieważ po prostu rozsypią się pod wpływem działania przede wszystkim warunków atmosferycznych, którym mogą dopomóc na przykład wandale.

Jedynym wyjściem jest ich konserwacja. Czy droga? Pewnie niezbyt, gdyż choć nie jesteśmy fachowcami w tym zakresie, oceniamy, że koszt byłby niewspółmiernie niższy od tego, który trzeba by przeprowadzić i wyasygnować za rok czy też dwa. Pod warunkiem, że te machiny do tego czasu wytrzymają działanie warunków zewnętrznych.

Szkoda czegoś co zowiemy machinami oblężniczymi, co było swego czasu naprawdę dobrym pomysłem. I szkoda też, aby ta część przykładów naszej burzliwej niegdyś historii znikła z nad zalewowego obrazu, który przecież tak przyciąga i samych mieszkańców, i turystów, a i złaknionych rozrywek kuracjuszy z miejscowego Uzdrowiska.

Miwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *