Kamieński „Gryf” z „Bałtykiem” Koszalin – od 1:0 do 1:3

Kolejna, a zarazem druga z rzędu porażka kamieńskiego „Gryfa”, który w sobotę nie dał rady stawić skutecznie czoła liderowi, „Bałtykowi” Koszalin, przegrywając z nim 1:3, choć do gryfici do przerwy dość niespodziewanie, patrząc na przebieg gry, prowadzili.

Jesienna szaruga z lekkim deszczem, nie odstraszyła wielu widzów. Początek meczu to wejście obu drużyn w asyście narodowej flagi niesionej przez najmłodszych mieszkańców miasta i odśpiewanie hymnu narodowego. Wszak 11 listopada to nasz Dzień Niepodległości. Miły gest sportowej braci, która nie zapomniała o tak ważnym dla Polski dniu.

Od początku spotkania inicjatywa należała do gości, którzy przewyższali nasz zespół dosłownie pod każdym względem. I taktycznie, fizycznie, mentalnie, a także wyszkoleniem poszczególnych zawodników. Nasz bramkarz dwoił się i troił i w kilku momentach zaprezentował się naprawdę bardzo poprawnie, wręcz profesjonalnie, stąd goście nie potrafili strzelić gola dającego im prowadzenie. Grali jednak swoje, a nasi się miotali, biegając bezproduktywnie, tracą siły.

Gryfici razili nieporadnością w środku pola, wieloma, ale to bardzo wieloma niecelnymi podaniami. Napadu „Gryfa” w zasadzie w ogóle nie było. I golkiper „Bałtyku”, Maksymilian Witkowski, całkiem długo nudził się, bezustannie rozgrzewając się między słupkami swojej bramki.

Lecz co nie udało się „Bałtykowi” w tej części spotkania, udało się dość niespodziewanie „Gryfowi”. W 37 minucie gryfici, chyba po raz pierwszy zagrozili bramce gości. Ogromny kocioł w polu karnym „Bałtyku”, po czym mądre odesłanie piłki za pole karne przyjezdnych przez Kamila Kacperka, i świetny, zaskakujący plasowany strzał z dystansu grającego trenera, Szymona Smerdela, dał prowadzenie naszemu zespołowi. Euforia na trybunach, na ławce rezerwowej i w Strefie Kibica „Gryfa” była wielka.

Po stracie gole dalej „Bałtyk” przeważał, grał swoje. Grał nader konsekwentnie, ale pod naszą bramką coś w szeregach koszalinian szwankowało. Ostatecznie pierwsza odsłona tego nie ciekawego meczu skończyła się nikłym prowadzeniem gryfitów.

Jednak druga część zawodów całkowicie obnażyła wszelkie braki kamieńskiej drużyny, która grała coraz słabiej. I to z minuty na minutę. I co gorsza, w zespole nie było poprawy gry. A „Bałtyk” się coraz bardziej rozpędzał, tak jak przystało na lidera. Trzy strzelone gole (57’, 78’, 88’), przy stracie żadnej, dało pewne i zasłużone zwycięstwo drużynie z Koszalina, która bezsprzecznie pokazała naszym ich miejsce w szeregu.

Słaby „Gryf”, brak koncepcji gry, chyba że ona była, tylko nasi aktorzy tego spektaklu się do tego nie przystosowali. A nadto, kolejny raz okazuje się, że w kamieńskiej drużynie nie ma rasowego napastnika. Szybkość młodego Roberta Żywulskiego, to zbyt mało, by cokolwiek zrobić w napadzie, który przy tym nie miał niestety skutecznego wsparcia kolegów i dość niepewnie, bez zawracania sobie głowy, pozbywał się ciężko wywalczonych piłek.

Nasi i tak powinni być wdzięczni liderowi, że przegrali ledwie 1:3, bo tak na dobrą sprawę, gdyby wynik byłby wyższy, także byłby sprawiedliwy.

Po tej kolejnej porażce „Gryf” spadł już na 11. miejsce, mając w dorobku 20 punktów.

„Gryf” zagrał w składzie: Ireneusz Benedyczak – Szymon Smerdel, Kamil Kacperek (80’ Bartosz Sasin), Robert Żywulski, Paweł Wanagiel, Damian Karczmarski ©, Szymon Włodarek, Adrian Kronkowski, Kamil Bogusz (77’ Adrian Chodorowski), Norbert Kłoda,  Barłomiej Szczęsny.

„Bałtyk”: Maksymilian Witkowski – Dawid Bergiel, Seweryn Fijołek, Maciej Andrzejczak, Fabian Walaszczyk, Paweł Rak, Bartłomiej Fastyn (76’ Wiktor Naworski), Leszek Pazdur (83’ Damian Kulon), Kamil Lichmarski (62’ Patryk Jachemek), Bartłomiej Putno (78’ Jakub Janasik), Krystian Krazue.

Miwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *