Dziury w jezdni wracają niczym bumerang!

Mamy już – jakby nie patrzeć, w pełni okres wiosenny. Za oknami jak na tę porę roku jest w miarę ciepło, a i całkiem słonecznie. Kiedy nadchodzi taki okres jak ten teraz właśnie, częściej niż zwykle spoglądamy pod nasze nogi wpatrując się z nerwowością w liczne… dziury w jezdniach, które nieodparcie jak co roku burzą nasz psychiczny spokój i komfort.

Dziury większe lub mniejsze, bo to mniej istotne, denerwują w szczególny sposób użytkowników dróg w postaci podenerwowanych takim „dziurawym” faktem kierowców, którzy miejscami muszą się uciekać do dosłownie sportowych slalomów na jezdniach by ominąć kolejne lub kolejną dziurę i by nie zerwać przypadkiem zawieszenia w swoim samochodzie czy jeszcze czegoś gorszego przypadkiem. W takich sytuacjach nie trudno o jakieś nieszczęście.

Nasze gminy. I w naszym powiecie i wszędzie pewnie w kraju,  z reguły są coraz biedniejsze w swych napiętych do reszty budżetach, ograniczając jednocześnie środki na naprawę owych dziur, które połatane byle jak i tak z powrotem staną się za niedługą chwilę dziurami. I tak w kółko powtarza się ten odwieczny „dziuro – łatany” problem.

Chyba od czasów kiedy zaczęto w Polsce kłaść na jezdnie asfalt, dotąd, kiedy jeszcze wcześniej drogi pokrywano popularnymi niegdyś „kocimi łbami”, ten problem raczej nie istniał w gruncie rzeczy i ów „dziurawy” kłopot był podówczas jeszcze nie na czasie.

Zasypanie czy jak to nazwać fachowo podgrzanym materiałem bitumicznym i przyklepanie łopatą kolejnych dziur to najprostszy i najdziwniejszy w świecie często stosowany u nas rodzaj ich „naprawy”, z którego to sposobu śmieją się przede wszystkim nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy, którzy są znakomici w budownictwie drogowym oraz coraz liczniejsi u nas Skandynawowie. Wszyscy oni widząc takie „bezmózgowe naprawy”, kręcą z ogromnym niedowierzaniem głowami i mówią sobie po cichu: jak to się dzieje? Czy ja śnię? Czy to się dzieje naprawdę i czy dobrze widzimy to co widzimy, skoro mamy już jakby nie patrzeć, XXI wiek?!

Rozumiemy skromne budżety gmin, ale powinno się tak na dobrą sprawę zmienić diametralnie politykę gospodarki w temacie napraw tych nieszczęsnych podnoszonych w tym temacie dziur, których teraz się czepiamy; ktoś pomyśli, a których w takim okresie jak obecny jest tyle co co najmniej „grzybów po deszczu”.

Odłożenie w budżecie pewnych na pewno niezbyt wielkich środków finansowych spowoduje, że nerwówka mieszkańców naszych gmin i przede wszystkim samych kierowców na kwestię naprawiania dziur w jezdniach będzie diametralnie różna od takiej jaką nam gotują włodarze gmin obecnie. Bo to co społeczeństwo w tym temacie myśli wolimy nie przytaczać, bo to nam nie przystoi.

A tak nawiasem mówiąc jest w tym wszystkim jeden jakże pocieszający symptom. Nie tak dawno z trudami, ale szczęśliwie zakończono nie tak dawno w Dziwnowie generalny remont nie tylko nawierzchni niemal trzykilometrowej ulicy (w ciągu drogi wojewódzkiej) Wybrzeże Kościuszkowskie i dalej u. J. Słowackiego, dużo wcześniej odcinek Kamień Pomorski – Dziwnówek czy Międzywodzie – Międzyzdroje. Teraz trwają m.in. remonty odcinków pomiędzy Dziwnowem, a Międzywodziem czy za Pobierowem w kierunku Rewala.

Zaplanowano na ten rok, o czym w niektórych mediach było całkiem głośno, gruntowny remont odcinka M. Kopernika, J. Kilińskiego i Basztowej w Kamieniu Pomorskim. Jednak czas leci niezwykle szybko, zbliża się połowa kwietnia, a jeszcze nie wyłoniono na te roboty wykonawcy.

Jednak my wierzymy głęboko, że to co zaplanowano w remontach dróg na terenie naszego powiatu  zostaną w przyzwoitych terminach zakończone. I być może – bo do końca nie ma nigdy pewności, w sezonie letnim właśnie te odcinki, dziś usiana dziurami, już nie będą odstraszały zmotoryzowanych tubylców, jak i nie tylko letnich gości.

Chwalimy się nowymi drogami, zwykle całkiem sporymi odcinkami potem często naprawianych autostrad, do czego już zdążyliśmy się przyzwyczaić, ale zaplecze drogowe w Polsce to istny koszmar. Niestety problem, który nie rozwiążemy w kilka następnych lat, bo to jest wręcz nierealne.

Miliardy płynące od kilku lat z dojnej krowy jaką jest UE w dużej mierze poprawiły drogi szybkiego ruchu, przybyło nieco autostrad. Ale jaki jest ich stan, wszyscy o tym wiedzą tylko nie góra. Ale zakres pochwalenia się drogowego szaleństwa budów i remontów właściwie się kończy. Niestety jednak kończą się też powoli płynące do nas miliony euro. I co potem? Aż trudno nie zgadnąć.

Na kilku zaledwie zdjęciach z wielu, pokazujemy „dziurawy problem” powszechny nie tylko w gminach naszego powiatu.

Miwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *