Droga Brzozdowian na Ziemię Kamieńską (część 6).

To nowy cykl, w którym przedstawiamy sylwetki ludzi, pochodzących z Brzozdowic (wówczas siedziba gminy), przedwojennej niewielkiej miejscowości, dziś leżącej na terenie Ukrainy.

Brzozdowianie w dużej części trafili tuż po II wojnie światowej na Ziemię Kamieńską, a niejako kolebką na tych ziemiach jest niewielkie Trzebieszewo, w gminie Kamień Pomorski.

W tym cyklu, przedstawiamy losy kolejnych brzozdowian, którzy tutaj osiedli, potem zakładali rodziny, i żyją w naszym regionie już od dziesiątków lat.

Brzozdowce – niewielkie miasteczko liczące przed wojną około 2 tysiące osób, zamieszkałe w większości przez Polaków (837 osób), Ukraińców (podobna liczba), a także Żydów (zostali spacyfikowani przez hitlerowców w jedną noc po 1941 r.) i niewielu Niemców. Wówczas był tu kościół, bożnica oraz cerkiew.

Stąd też pochodzi Cudowny Obraz Pana Jezusa Ukrzyżowanego i Matki Bożej Bolesnej, który został przywieziony po długiej i uciążliwej podróży wraz z dużą grupą brzozdowian tuż przed Bożym Narodzeniem roku 1945 (od niedawna kopia tego obrazu ufundowana przez oczywiście brzozdowiaków z Ziemi Kamieńskiej, znajduje się w kościele w Brzozdowcach).

Od lutego 1946 roku Obraz znajduje się w kamieńskiej Katedrze, gdzie od ponad pięciu lat (14 września 2010 r.) znajduje się Sanktuarium Pana Jezusa Ukrzyżowanego i Matki Bożej Bolesnej.

Halina Januszkiewicz – „Moje szczęście, że w rodzinnych Brzozdowcach byłam jeszcze niemowlakiem…”

Pani Halina Januszkiewicz z Kamienia Pomorskiego, z domu Ślusarz, urodziła się 7 maja 1944 r. w Brzozdowcach. Jej rodzice to August oraz Stanisława z domu Kłosowska.

Jej rodzeństwo jest młodsze od niej i urodziło się już na Ziemi Kamieńskiej. Nieżyjąca od 2004 roku Krystyna urodziła się w roku 1947, Janina – 1949 i mieszka w Stargardzie, Edward – 1950, który mieszka w Trzebieszewie. Miał bliźniaka Bolesława, który zmarł przeżywszy około miesiąca. Jest jeszcze najmłodsza Jadwiga, która urodziła się w 1956 r.

Pani Halina urodzona pod koniec wojny nie mogła pamiętać co działo się w Brzozdowcach przed i podczas wojny światowej. Większość tego co działo się przed i podczas wojny w tej niewielkiej miejscowości zna z opowiadań rodziców, jak też starszych od siebie kolegów i koleżanek.

Kiedy rodzina Ślusarzów mieszkała w Brzozdowcach żyła jej się całkiem znośnie, nie doznając przy tym biedy.

Mama pani Haliny zajmowała się pomaganiem w domu i na gospodarstwie jej mamie, która wychowywała przecież sześcioro dzieci. Tato zaś odziedziczył po swoich rodzicach 3 km od Brzozdowiec kilkunasto hektarowe gospodarstwo, gdzie był też staw rybny i piękny sad.

Mówiono nawet w okolicy, że rodzina Ślusarzów nie należała do biednych.

W czasie wojny pan August potajemnie oczywiście współpracował z partyzantką Armii Krajowej, za co prawdopodobnie po przybyciu tuż po wojnie do Trzebieszewa otrzymał ziemię jako osadnik wojskowy.

Mimo, że w Brzozdowcach mieszkali Polacy, Ukraińcy i w niewielkiej części Żydzi, życie upływało dotąd niemal w idealnej harmonii. Był kościół, cerkiew i bożnica. I wszyscy jakoś żyli w zgodzie, tak po sąsiedzku.

Jednak pod koniec wojny podobnie jak wśród innych brzozdowiaków pochodzenia polskiego, zrodził się strach spowodowany nachalnością, buńczucznym postępowaniom Ukraińców, którzy święcie wierzyli w słowa Hitlera, że ten stworzy dla nich wolną Ukrainę.

Jak mówi pani Halina, rodzice opowiadali, że był taki czas, że kryli się nie tylko w ziemiankach przed natarczywością i bojowością Ukraińców.

Także z przekazów rodziców wie, że Ukraińcy wrogo nastawieni do Polaków wyśpiewywali przed nimi takie między innymi słowa: „Polaków wybijemy, Żydów wydusimy, a wolną Ukrainę zdobyć musimy”. Nic dodać, nic ująć. To ma się samo przez się.

Podobnie jak w innych przekazach osób z którymi już rozmawialiśmy, powtarza się wątek, że Polacy na noc zbierali się w miejscowym kościele, wystawiając straże złożone z mężczyzn, by chronić swe rodziny przed wrogością ze strony ukraińskiej części Brzozdwiec.

„Mama mi opowiadała, że były to straszne czasy i cieszyła się tylko, że ona jako niemowlę nie odczuwała tego jak dorośli.” – mówi pani Halina.

Kiedy nastał koniec wojny na terenach gdzie leżą Brzozdowce nie najlepiej się działo. We wrześniu zorganizowano dla Polaków z Brzozdowiec transport kolejowy, który powędrował na Ziemie Odzyskane. Przesiedleńcy jechali w trudnych warunkach bytowych i sanitarnych, w bydlęcych wagonach.

„Choć, co oczywiste, tego nie pamiętam, ale wyobrażam sobie wysiłek dorosłych w tym by jakoś znieść tę długą podróż wcale nie usłaną różami. Podziwiam ich za to.” – przyznaje pani Halina.

Przyjechali do Golczewa i tu ich wysadzono, bo tu też kończyły się tory kolejowe. Wszyscy różnym transportem, a także pieszo, zaczęli szukać swego miejsca na nowej ziemi.

Rodzina Ślusarzów, podobnie jak większość przybyłych na Ziemię Kamieńską Brzozdowiaków dotarła do podkamieńskiego Trzebieszewa.

Trafili tu dokładnie w Wigilię roku 1945. I tu, w domu Augusta i Stanisławy Ślusarz, odbyła się Wigilia dla dopiero co przybyłych z dalekiej i wyczerpującej podróży z udziałem przybyłego wraz z nimi ks. Michałem Kasprukiem.

Na nowym miejscu mama pani Haliny zajmowała się domem, pomagała na gospodarstwie mężowi.

Pan August pracował na początku lat 50 – tych w weterynarii w Kamieniu Pomorskim. W 1951 lub 1952 r. trafił do Bydgoszczy na studium przygotowawcze do prawdziwych studiów, ale po dwóch miesiącach zrezygnował. Powód? Uczyli ich tam li tylko i wyłącznie… „słusznej” polityki Stalina.

Pod koniec lat 50 – tych pracował jako inkasent w Gromadzkiej Radzie w Trzebieszewie, potem w Wydziale Finansowym kamieńskiej Rady Powiatowej.

Potem społecznie pracował na rzecz spółek wodnych. Jednocześnie był inseminatorem, którym to zawodem zajmował się do lat osiemdziesiątych.

Zmarł w 2003 roku. Mama pani Haliny dożyła 83. roku życia, odchodząc z tego świata trzy lata później.

Pani Halina do szkoły podstawowej poszła jako sześciolatka. Całą podstawową edukację nabywała w swoim niewielkim Trzebieszewie.

Podobnie jak jej ciotka – Jadwiga Abramowicz, z domu Kłosowska (pisaliśmy o niej w czwartym odcinku tego cyklu), zapragnęła uczyć się w Technikum Ekonomicznym w Złocieńcu.

Po pozytywnym zdaniu egzaminów nie bardzo chcieli ją przyjąć, bo była za młoda wiekowo. Ale ponieważ miała świetne wyniki – ostatecznie ugięli się i przyjęli. Technikum z powodzeniem skończyła pięć lat później.

Miał wtedy 18. lat i wtedy też podjęła swoją pierwszą pracę. Została kierowniczką w Publicznej Gromadzkiej Bibliotece w swoim Trzebieszewie. Ale przygoda z książką trwała zaledwie pół roku, bowiem skorzystała z propozycji swojego wujka, Tadeusza Abramowicza (męża pani Jadwigi) i ostatecznie została zastępcą głównego księgowego w nowo powstałej Centrali Nasiennej w Kamieniu Pomorskim.

„Propozycja była konkretna, rzeczowa, interesująca jak dla młodej dziewczyny, i co ważne, z dobrymi poborami i perspektywiczna. Nie wahałam się ani przez chwilę i przyjęłam propozycję wujka. Tego kroku do dziś nie żałuję.” – przyznaje po latach pani Halina.

W 1982 roku została tutaj główną księgową, po odejściu na emeryturę pana Tadeusza Abramowicza. Z tą firmą związana była do roku 1993.

W tym samym roku podjęła pracę w Świerznowskim zakładzie mięsnym „Rolbank”, gdzie była główną księgową. Pracowała tutaj do zasłużonej emerytury, na którą przeszła w 1999 r.

W 1964 roku poznała Edwarda Januszkiewicza pochodzącego z Solecznik położonych niedaleko Wilna.

Pan Edward wraz z mamą i czworgiem rodzeństwa trafił do Polski dopiero w roku 1957 przyjmując wtedy zaproszenie swego brata Feliksa, który już wówczas mieszkał w Bydgoszczy.

18 kwietnia 1965 roku wzięli ślub. Mają dwoje dzieci: Mariusza urodzonego w 1966 roku oraz Agnieszkę urodzoną dwa lata później, którzy od lat mieszkają w Szczecinie. Szczęśliwych rodziców obdarzyli dwójką wnucząt: Michałem i Adrianną.

Pani Halina jak to określiła, czuje się stosownie do swego wieku. To coś pobolewa, to znów coś zaskrzypi. Ale że jest z natury osobą pogodną, nie przejmuje się tym zbytnio, choć oczywiście dba o swoje zdrowie, bo jak nie tylko ona twierdzi, jest ono dla nas wszystkich najważniejsze.

Miwa

 

 

 

 

Jeden komentarz na temat: Droga Brzozdowian na Ziemię Kamieńską (część 6).

  1. sts napisał(a):

    super – fajne zdjęcia a i rodzinka Januszkiewiczów przepiekna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *