09-03-2018 » Golczewo, Powiat i region

Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej – część 3 – Kazimierz Maryniak,

Gmina Golczewo, która wchodzi w skład Powiatu Kamieńskiego, liczy niespełna 6 tysięcy ludzi. Wśród tych wielu obywateli  żyją ludzie urodzeni jeszcze przed II wojną światową, których jako żywo, można nazwać Pionierami Ziemi Golczewskiej. Są to ludzie, którzy przybyli w te strony tuż po wojnie światowej. Wielu z n ich ma rozliczne wspomnienia. I lepsze i te gorsze, wręcz dramatyczne. Ale są do dziś i cieszą się, że żyją i mogą tutaj żyć.

Tylko ponad 90 – letnich osób żyje w Gminie Golczewo blisko 30 – tka. Niektóre z nich są już niestety schorowane, ale są też ludzie, którzy nader ochoczo opowiadają o swoim przeżytym życiu na tej dla nich kiedyś za młodu poznanej Ziemi. Swój los, swoje życie i dzieje, podzielili i dzielą z tą Ziemią. Na zawsze.

W jaki sposób się tutaj znaleźli? Jakim zobaczyli Golczewo (niegdyś krótko zwanym Goliszewo). I jak wyglądały okolice tuż po II wojnie światowej?

O tym i o dziejach kolejnych Pionierów tej Ziemi  w naszym nowym cyklu, który nazwaliśmy „Śladami Pionierów Ziemi Golczewskiej”.

Brzozdowiak z krwi i kości, zżył się z Ziemią Golczewską na zawsze – Losy Kazimierza Martyniaka

Kazimierz Maryniak, wieloletni mieszkaniec Niemicy w Gminie Golczewo, pochodzi z przedwojennych Kresów Wschodnich. Urodził się 3 marca 927 roku w znanych w naszym regionie Brzozdowcach, skąd pochodzi wiele osób mieszkających na terenie naszego powiatu. Jego rodzicami byli Józef (ur. 1880) oraz Maria (ur. 1902) z domu Sawka. Ojciec był czystym brzozdowiakiem, natomiast matka pochodziła z niewielkiej miejscowości o nazwie Ranki Kute.

Pan Kazimierz pochodzi z wieloletniej rodziny, a jego rodzeństwo to: Janina (ur. 1919), Bronisław (ur. 1922), Zofia (ur. 1929), Wacław (ur.1932) oraz Bolesław (ur. 1935).

Przed wojną jego rodzice gospodarowali na 2,5 morgach pola. Ojciec pracował również jako murarz na kolei. Był świetnym fachowcem.

Pan Kazimierz ukończył przed wojną światową pięć klas szkoły powszechnej. 17 września 1939 roku przyszli Rosjanie i jak wspomina tamte czasy, stosunki międzyludzkie znacznie się pogorszyły. Brzozdowce zamieszkane przez przede wszystkim Polaków i Ukraińców, za sprawą najeźdźców ze Wschodu, zmieniły się. Podczas tej okupacji pan Kazimierz chodził przez dwa lata do szkoły, gdzie językiem podstawowym był rosyjski. Język polski był zakazany i nim posługiwano się przede wszystkim w domach.

Kiedy w czerwcu 1941 roku przyszli Niemcy pan Kazimierz nie chodził do szkoły. Jesienią 1941 roku brat Bronisław został zesłany na roboty w Niemczech, z których już nie powrócił i ślad po nim zaginął.

W kwietniu następnego roku siostra Janina została wywieziona na roboty w Niemczech. Powróciła z zachodu dopiero po wojnie.

Jak wspomina pan Kazimierz, czasy wojenne były trudne, nawet bardzo, ale szczęśliwie wszyscy te okropieństwa przeżyli. Po zakończeniu wojny w maju 1945 roku coś się zaczęło zmieniać. Ukraińcy bardzo wrogo nastawieni na Polaków nie dawali im spokoju. We wrześniu wiele rodzin z Brzozdowiec wraz z księdzem Michałem Kasprukiem, transportem kolejowym złożonym z towarowych wagonów, rozpoczęli podróż na Ziemie Odzyskane. Jechali na nowe, jechali w nieznane.

24 grudnia 1945 roku dotarli do ówcześnie zwanego Goliszewa czyli Golczewa, którym nazywa się od 1948 roku. Rodzina Martyniaków osiedlili się ostatecznie w Niemicy, gdzie rodzice i przede wszystkim pan Kazimierz, gospodarowali na 10 hektarach pola.

Tu poznał swoją przyszłą żonę, Mariannę (była więźniem obozu koncentracyjnego na Majdanku) z domu Lisiczko, pochodzącą lubelskiego, a dokładnie z Książpola, powiat biłgorajski, urodzoną we wrześniu 1931 roku. Ślub wzięli 26 grudnia 1950 w Kozielicach.

Jakim zastał Golczewo po przyjeździe w 1945 roku? Jak wspomina, działał tu tartak, olejarnia, piekarnia, był magazyn zbożowy, mleczarnia, dwie kuźnie, dwie ubojnie – Bociańskiego i Wojciechowskiego.

Wiele budynków było w gruzach, a większość tych, które ocalały, zbudowane były niezwykle popularnym na tych ziemiach przed wojną, systemem muru pruskiego.

Pan Kazimierz wraz z żoną przepracowali swoje długie lata prowadząc gospodarstwo rolne. Pracowali na ziemi aż do zasłużonej emerytury. Oboje doczekali się trójki dzieci: Wiesławy, Witolda i Krzysztofa, którzy dziś bardzo dbają o swoich nie za bardzo zdrowych rodziców. Pan Kazimierz i pani Marianna mają czwórkę wnuczków i wnuczki oraz  trójkę prawnuków.

Jak wspomina, czasy tuz po wojnie były niepewne. Dużo skorzystał z darów z zachodu, z UNR – y. Czasy geopolityczne były nieciekawe, ale życie i współżycie towarzyskie naprawdę kwitło. Nie tak jak to jest dziś, kiedy ludzie zamykają się w sobie, i brakuje integracji międzyludzkiej.

Kiedyś tradycją były zabawy. A to w tej wsi, a to w innej, albo w Golczewie, gdzie docierano pieszo, nawet idąc kilkanaście kilometrów! Nikt wówczas na to i na inne trudności nie narzekał. Choć czasy były dość trudne, ludzie byli pogodni, radośni, którzy wierzyli głęboko, że kiedyś się im polepszy.

„Nie żałuję niczego czego zaznałem w swoim długim życiu. Przyjazd na Pomorze Zachodnie tuż po wojnie było wielkim wyzwaniem. Było różnie, ale dawaliśmy sobie radę. Ogromnym wsparciem była i jest moja żona. Dziś spokojnie patrzę na świat i cieszę się również, że udało nam się wychować nasze dzieci na przysłowiowych ludzi.” – przyznaje pan Kazimierz.

Mirosław Iwaszczyszyn

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *